Para stojąca przy dużym oknie w apartamencie nocą, w ciepłym świetle lamp i intymnej atmosferze

Jej zasady – gra w dominację, która miała pozostać fantazją

Zbliżenie na obejmującą się parę przy oknie, kobieta trzyma kieliszek w ciepło oświetlonym apartamencie
Subtelny gest i niewielki dystans między bohaterami pokazują, że ich wieczór zaczyna znaczyć więcej niż zaplanowany eksperyment.

„Jej zasady” to historia Leny i Adama, którzy są razem od prawie roku i dobrze znają swoje pragnienia — przynajmniej tak im się wydaje. Podczas weekendowego wyjazdu wracają do tematu, który wcześniej pojawiał się między nimi tylko w żartach i odważniejszych rozmowach. Tym razem Lena proponuje, żeby naprawdę spróbowali gry w dominację, ale na jasno ustalonych przez nią zasadach. Adam się zgadza. Początkowo wszystko wydaje się ekscytującym eksperymentem i sposobem na urozmaicenie wspólnego wieczoru. Szybko jednak okazuje się, że wejście w nowe role budzi emocje, których żadne z nich się nie spodziewało. Granica między zabawą, zaufaniem i prawdziwymi uczuciami zaczyna się zacierać, a weekend poza miastem staje się dla nich czymś znacznie ważniejszym niż tylko spełnieniem jednej fantazji.

Czas czytania: ok. 10 min | Kategoria: Fantazje | Opowiadanie dla dorosłych 18+

— Nie śmiej się.

Adam uniósł dłonie w geście niewinności.

— Jeszcze się nie śmieję.

— Ale zaraz zaczniesz.

— To zależy, co powiesz.

Lena siedziała po drugiej stronie niewielkiego stołu, trzymając kieliszek wina za nóżkę i obracając go powoli między palcami. W wynajętym apartamencie było cicho. Za dużym oknem widać było tylko ciemną linię lasu i pojedyncze światła domów po drugiej stronie doliny.

Wybrali to miejsce właśnie dlatego, że było daleko od wszystkiego.

Żadnych telefonów z pracy. Żadnych znajomych wpadających przypadkiem na kawę. Żadnego „muszę tylko odpisać”.

Dwa dni tylko dla nich.

Adam miał trzydzieści sześć lat, Lena trzydzieści trzy. Poznali się prawie rok wcześniej na urodzinach wspólnej znajomej i od początku dogadywali się trochę zbyt dobrze. Ona lubiła mieć wszystko uporządkowane. Kalendarz, pracę, rachunki, wakacje zaplanowane z dwumiesięcznym wyprzedzeniem.

On żył odwrotnie.

Rezerwował stolik godzinę przed kolacją i potrafił pojechać w góry, bo rano zobaczył dobrą pogodę.

Dziwnym sposobem właśnie to działało.

— No dobrze — powiedziała w końcu. — Pamiętasz tę rozmowę z zeszłego tygodnia?

Adam odstawił kieliszek.

— Mieliśmy kilka rozmów.

— Tę po północy.

Na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.

— A, tę rozmowę.

— Widzisz? Już się uśmiechasz.

— Bo właśnie przypomniałem sobie, jak przez pięć minut próbowałaś przekonać mnie, że pytasz czysto teoretycznie.

Lena spuściła wzrok.

— Może wtedy pytałam teoretycznie.

— A teraz?

Przez chwilę nie odpowiadała.

To właśnie najbardziej go zaskoczyło. Zwykle miała odpowiedź na wszystko. Potrafiła prowadzić spotkanie dla dwudziestu osób i bez zaglądania do notatek wyjaśnić każdy punkt prezentacji. Kiedy jednak rozmowa schodziła na rzeczy naprawdę osobiste, jej pewność siebie gdzieś znikała.

— Teraz nie — powiedziała.

Adam przestał się uśmiechać.

Nie dlatego, że zrobiło się niezręcznie. Przeciwnie.

Nagle zrozumiał, że to nie jest kolejny flirt, który skończy się żartem.

— Chcesz spróbować?

Skinęła głową.

— Ale pod pewnymi warunkami.

— Oczywiście.

— I nie mów „oczywiście” takim tonem.

— Jakim?

— Jakbyś już wygrał.

Parsknął.

— Lena, nawet nie wiem jeszcze, w co gramy.

— Właśnie dlatego ustalam zasady.

Wyjęła telefon.

— Ty to zapisałaś?

— Nie.

— Wyglądasz, jakbyś zaraz otwierała regulamin.

Odłożyła telefon na stół ekranem do dołu.

— Chcę wiedzieć, że w każdej chwili mogę powiedzieć „stop” i naprawdę się zatrzymasz.

Tym razem odpowiedział bez żartu.

— Tak.

— Bez obrażania się.

— Tak.

— Bez sprawdzania, czy „naprawdę tak myślę”.

— Lena.

Spojrzała na niego.

— Jeśli powiesz stop, zatrzymuję się. Koniec dyskusji.

Wypuściła powietrze, którego chyba nieświadomie nabrała za dużo.

— Dobrze.

— Co jeszcze?

Zawahała się.

— Nie chcę, żebyś robił cokolwiek tylko dlatego, że wydaje ci się, że tego ode mnie oczekuję.

— To działa w dwie strony.

— Wiem.

— Jeśli któreś z nas uzna, że to jednak nie dla nas, mówimy to.

— Zgoda.

Adam oparł się wygodniej o krzesło.

— Czyli mamy regulamin.

— Prawie.

— Prawie?

— Jest jeszcze jedna rzecz.

— Słucham.

Lena wzięła kieliszek, ale nie napiła się.

— Kiedy zaczniemy, chcę, żebyś przestał mnie pytać o każdą drobną rzecz.

Uniósł brwi.

— To trochę komplikuje poprzednie punkty.

— Nie chodzi mi o granice. Chodzi o to, że…

Urwała.

— Że?

Pokręciła głową.

— Wiedziałam, że nie będę umiała tego powiedzieć.

Adam pochylił się nieznacznie.

— Masz cały wieczór.

Spojrzała na niego spod rzęs.

— Chcę przez chwilę nie podejmować decyzji.

To zdanie zmieniło atmosferę szybciej niż jakikolwiek dotyk.

Adam już nie żartował.

— Naprawdę?

— Naprawdę.

— Ty?

— Nie przesadzaj.

— Kobieta, która potrafi dyskutować dziesięć minut o tym, gdzie mam postawić ekspres do kawy?

— Stał źle.

— Stał trzy centymetry od miejsca, które wskazałaś.

— Czyli źle.

Uśmiechnęli się oboje, ale napięcie nie zniknęło.

Po chwili Lena dodała ciszej:

— Właśnie o to chodzi. Cały czas coś wybieram. Decyduję. Pilnuję. Sprawdzam. Chciałabym wiedzieć, jak to jest przez godzinę… nie musieć.

Adam obserwował ją długo.

— A potem?

— Potem znowu będę poprawiać twój ekspres.

— Brzmi uczciwie.

Wstał.

Lena natychmiast spojrzała w jego stronę.

— Co robisz?

Podszedł do stołu, ale zatrzymał się kilka kroków od niej.

— Jeszcze nic.

— To dlaczego wstałeś?

— Bo właśnie ustaliłaś swoje zasady.

— I?

Na jego ustach pojawił się ledwo widoczny uśmiech.

— A teraz zaczynają się moje.

Nie wszystko było żartem

Lena przyglądała mu się podejrzliwie.

— Twoje?

— Chciałaś, żebym przez chwilę podejmował decyzje.

— Tak.

— Już się wycofujesz?

— Nie.

Odpowiedziała zbyt szybko.

Adam zauważył to, ale nie skomentował.

— W takim razie pierwsza zasada jest bardzo prosta. Jeśli czegoś chcesz, nie zgaduję. Mówisz.

— Myślałam, że właśnie miałam nie podejmować decyzji.

— To nie decyzja. To informacja.

Podeszła bliżej.

— A druga?

— Nie próbujesz mną sterować pod pretekstem tego, że oddajesz mi kontrolę.

Zamrugała.

— Robię tak?

— Cały czas.

— Nieprawda.

— Właśnie próbujesz ustalić, czy mam rację.

Przygryzła dolną wargę, żeby się nie uśmiechnąć.

— Denerwujący jesteś.

— To nie jest nowa informacja.

Stał przed nią wystarczająco blisko, żeby mogła poczuć zapach jego perfum. Zwykle po prostu by go pocałowała. Teraz jednak nie zrobiła nic.

Czekała.

To było dziwnie trudne.

Adam przesunął spojrzeniem po jej twarzy.

— Ostatnia szansa, żeby powiedzieć, że to jednak głupi pomysł.

— Nie powiem.

— Dlaczego?

— Bo nie uważam, że jest głupi.

— Dobrze.

Tylko tyle.

Żadnego efektownego gestu.

Żadnej nagłej zmiany.

A jednak sposób, w jaki wypowiedział to jedno słowo, sprawił, że Lena wyprostowała plecy.

Adam sięgnął po jej kieliszek.

— Na dziś wystarczy.

— Nawet go nie dopiłam.

— Wiem.

— I już zaczynasz?

Postawił kieliszek dalej na blacie.

— To ty chciałaś spróbować.

— Wiem.

— Nadal chcesz?

— Tak.

To „tak” było spokojniejsze niż poprzednie.

Podszedł jeszcze pół kroku.

Lena musiała unieść głowę, żeby patrzeć mu w oczy.

Przez kilka sekund żadne się nie odezwało.

Adam wyciągnął rękę i delikatnie przesunął palcami po jej włosach, odsuwając jedno pasmo za ucho.

Zwyczajny gest.

Robił to wcześniej dziesiątki razy.

Teraz nie był zwyczajny.

— Pierwsze zadanie — powiedział.

— Słucham.

— Przestań analizować.

Prawie prychnęła.

— To niemożliwe.

— Spróbuj.

— Jak?

— Na przykład nie pytając „jak”.

Musiała odwrócić twarz, bo zaczęła się śmiać.

Adam złapał ją lekko za podbródek i skierował z powrotem ku sobie.

Nie mocno.

Nie gwałtownie.

Wystarczająco stanowczo, żeby poczuła różnicę.

Jej uśmiech zniknął.

— O właśnie — powiedział cicho. — Teraz.

Pocałował ją.

Nie tak jak zwykle, przelotnie, między rozmową a kolejnym zdaniem. Tym razem nie pozwolił, żeby przejęła rytm, a ona, ku własnemu zdziwieniu, nawet nie próbowała.

Po chwili odsunął się pierwszy.

Lena otworzyła oczy.

— Dlaczego przestałeś?

— Miałaś nie zadawać tylu pytań.

— To niesprawiedliwe.

— Możliwe.

— I irytujące.

— Też możliwe.

Spróbowała zrobić krok w jego stronę, ale położył dłoń na jej talii i zatrzymał ją.

Spojrzała na jego rękę, potem na niego.

— Co?

— Nic.

— Właśnie widzę.

— Nie wiedziałam, że jesteś taki zadowolony z siebie.

— Jeszcze nie jestem.

W jego głosie pojawiło się coś, czego wcześniej u niego nie słyszała.

Nie teatralna surowość. Nie udawanie.

Spokój.

Pewność.

I właśnie to działało na nią najmocniej.

Nie musiał niczego demonstrować.

Wystarczyło, że przestał się spieszyć.

Przesunął kciukiem po jej talii.

— Powiedz mi jedną rzecz.

— Jaką?

— Czego się najbardziej bałaś, kiedy mi o tym mówiłaś?

Lena milczała.

— To część gry?

— Nie.

— Więc?

— To część nas.

Ta odpowiedź odebrała jej możliwość ucieczki w żart.

Oparła dłonie o jego klatkę piersiową.

— Że uznasz mnie za dziwną.

— Za to?

Skinęła głową.

Adam nachylił się do jej ucha.

— Mam dla ciebie złą wiadomość.

— Jaką?

— Za dziwną uważałem cię już wcześniej.

Odepchnęła go lekko.

— Idiota.

Roześmiał się i tym razem pozwolił jej podejść.

— Lena.

— Co?

— Popatrz na mnie.

Zrobiła to.

— Nie musisz się przede mną wstydzić tego, czego chcesz.

Jej twarz spoważniała.

— Łatwo powiedzieć.

— Dlatego nie tylko mówię.

Położył dłonie na jej biodrach.

— Pokazuję.

Gdy oddała mu decyzję

Później Lena nie potrafiła wskazać dokładnego momentu, w którym zabawa przestała być dla niej eksperymentem.

Może wtedy, gdy Adam poprosił, żeby usiadła na kanapie i przez minutę po prostu na niego patrzyła.

Brzmiało absurdalnie łatwo.

Okazało się trudniejsze niż wszystko wcześniej.

— Nie wierzę, że naprawdę liczę sekundy — mruknęła po chwili.

— Nie licz.

— Skąd wiesz, że liczę?

— Bo ruszasz ustami.

Natychmiast je zacisnęła.

Adam stał kilka kroków dalej.

— Oszukujesz.

— Próbuję współpracować.

— To nie to samo.

— A może powinieneś dać mi coś trudniejszego?

— Lena.

Sposób, w jaki wypowiedział jej imię, wystarczył.

Umilkła.

Minęło kilka sekund.

Potem następne.

Nie działo się nic.

A jednak właśnie to „nic” było najbardziej intensywne.

Nie mogła przyspieszyć sytuacji. Nie mogła zamienić jej w żart. Nie mogła zrobić pierwszego kroku.

Musiała czekać.

Po raz pierwszy od bardzo dawna czekanie nie było stratą czasu.

Adam w końcu podszedł.

— Lepiej?

— Nie wiem.

— Kłamiesz.

— Trochę.

Stanął przed nią.

— Co teraz czujesz?

— To podchwytliwe pytanie?

— Nie.

— Złość.

Uniósł brwi.

— Naprawdę?

— Trochę.

— Na mnie?

— Trochę.

— Za co?

— Za to, że doskonale wiesz, co robisz.

Adam uśmiechnął się.

— Nie wiem.

— Wiesz.

— Lena, pierwszy raz robimy coś takiego.

— I właśnie to jest najgorsze.

— Dlaczego?

Pokręciła głową.

— Bo wyglądasz, jakbyś robił to od lat.

— To może powinienem się obrazić.

— Nie waż się.

— Rozkazujesz mi?

Zorientowała się za późno.

— Nie.

— Na pewno?

— Przestań.

Ton jej głosu się zmienił.

Adam natychmiast spoważniał.

— Przestać?

Popatrzyła na niego i po sekundzie zrozumiała, o co pyta.

— Nie. Nie tak.

— Dobrze.

Usiadł obok niej.

Nie dotknął jej.

— Chcesz kontynuować?

Lena przesunęła wzrokiem po jego twarzy.

— Tak.

— Pewna?

— Tak.

Dopiero wtedy wyciągnęła rękę i sama wsunęła palce między jego.

Ten mały gest powiedział więcej niż wszystkie wcześniejsze ustalenia.

Adam podniósł jej dłoń i pocałował ją po wewnętrznej stronie nadgarstka.

Lena wciągnęła powietrze.

— To było nie fair.

— Co?

— Wiesz co.

— Przecież nic nie zrobiłem.

— Właśnie.

Nachylił się do niej.

Ich usta znalazły się bardzo blisko.

Nie pocałował jej.

— Adam.

— Tak?

— Robisz to specjalnie.

— Oczywiście.

— Nienawidzę cię.

— To trochę komplikuje nasz weekend.

W końcu sama skróciła ostatni centymetr.

Tym razem jej nie zatrzymał.

Pocałunek był dłuższy, cieplejszy, pozbawiony wcześniejszego żartu. Jego dłoń przesunęła się po jej plecach, druga została na karku.

Kiedy odsunęli się od siebie, Lena przez moment trzymała czoło oparte o jego.

— Rozumiem — szepnęła.

— Co?

— Dlaczego ludzie to lubią.

— Co dokładnie?

Uśmiechnęła się.

— Teraz już nie powiem.

— Czyli wróciłaś do sterowania.

— Może.

Adam wstał.

— W takim razie wracamy do zasad.

— O nie.

— Sama je ustaliłaś.

— Zaczynam żałować.

— Nie wyglądasz.

To była prawda.

Kiedy wyciągnął do niej rękę, przyjęła ją bez pytania.

Zaprowadził ją kilka kroków dalej, zatrzymując przy dużym oknie. Za szybą las tonął w ciemności.

— Zamknij oczy.

Spojrzała na niego.

— Naprawdę?

— Chcesz?

Pytanie było ciche i pozbawione nacisku.

Lena przyglądała mu się chwilę.

Potem zamknęła oczy.

Natychmiast wszystko stało się wyraźniejsze.

Ciepło jego dłoni.

Oddech.

Szelest ubrania.

Odległość, której nie potrafiła już ocenić wzrokiem.

Poczuła palce na swojej szyi, potem na ramieniu.

Spokojny dotyk.

Bez pośpiechu.

Adam zatrzymał dłoń na jej talii.

— Nadal dobrze?

— Tak.

Tym razem odpowiedziała bez wahania.

Jego usta musnęły jej skroń.

Potem policzek.

Potem kącik ust.

Lena chciała odwrócić głowę, żeby go pocałować, ale zatrzymał ją delikatnym ruchem dłoni.

— Jeszcze nie.

Otworzyła oczy.

— Jesteś okropny.

— A jednak się uśmiechasz.

— To reakcja stresowa.

— Oczywiście.

Teraz już oboje się śmiali.

I może właśnie dlatego napięcie nie stało się sztuczne.

Nie grali obcych ludzi.

Nadal byli sobą.

Tyle że odkrywali wersję siebie, której wcześniej nie znali.

Granica, której nie chciała przekraczać

Wieczór przesuwał się powoli.

Lena coraz rzadziej próbowała przewidywać kolejny ruch Adama.

I coraz bardziej jej się to podobało.

W pewnym momencie wyłączył muzykę.

— Dlaczego?

— Bo chcę ciszy.

Już miała zapytać po co, ale powstrzymała się.

Adam zauważył.

— Uczysz się.

— Nie przyzwyczajaj się.

Stanęli naprzeciwko siebie.

Przyciągnął ją bliżej. Lena oparła dłonie o jego ramiona.

Pocałował ją w szyję.

Jej palce zacisnęły się na materiale jego koszuli.

Przesunął dłoń po jej plecach i zatrzymał ją przy zamku sukienki.

Lena zesztywniała.

Minimalnie.

Prawie niezauważalnie.

Ale Adam to wyczuł.

Natychmiast zabrał rękę.

— Hej.

Otworzyła oczy.

— Wszystko dobrze.

— Nie pytam, czy wszystko dobrze. Pytam, czy chcesz dalej.

Lena spojrzała w stronę okna.

— Chyba tak.

— „Chyba” nie wystarczy.

Przez sekundę wyglądała na zirytowaną.

— Przecież mówiłam, że nie chcę ciągłych pytań.

— A ja mówiłem, że nie będę zgadywał granic.

Milczała.

Adam cofnął się o pół kroku.

— Możemy skończyć na dziś.

— Nie chcę kończyć.

— To czego nie chcesz?

W jej spojrzeniu pojawiło się coś bezbronnego.

— Nie wiem.

— Wiesz.

— Adam…

— Lena.

Westchnęła.

— Boję się, że kiedy przestaniemy udawać, że to zabawa, zrobi się… dziwnie.

— Między nami?

Skinęła głową.

— Że jutro spojrzysz na mnie inaczej.

Przez moment stał nieruchomo.

— Wiesz, czego ja się bałem?

— Czego?

— Że będziesz chciała odegrać jakąś scenę, bo wydaje ci się, że tak trzeba, a nie dlatego, że naprawdę tego chcesz.

— I?

— I chyba oboje za dużo myślimy.

Uśmiechnęła się słabo.

— Ja na pewno.

Adam podszedł bliżej.

Nie dotknął jej.

— Jutro spojrzę na ciebie inaczej.

Zmarszczyła brwi.

— Świetnie.

— Bo będę wiedział o tobie coś, czego nie wiedziałem wczoraj.

— To miało mnie uspokoić?

— Jeszcze nie skończyłem.

Czekała.

— I ty będziesz wiedzieć coś o mnie. To chyba właśnie dzieje się w związku, kiedy ludzie przestają pokazywać sobie tylko te bezpieczne kawałki.

Lena patrzyła na niego kilka sekund.

— Od kiedy jesteś taki mądry?

— Od mniej więcej dziewięciu minut.

Parsknęła śmiechem.

Napięcie odrobinę puściło.

Adam wyciągnął rękę.

— Chodź.

— Dokąd?

— Zepsułaś moment pytaniem.

— Trudno.

Ujął jej dłoń.

Tym razem nie było żadnej gry.

Usiedli obok siebie.

Lena oparła głowę na jego ramieniu.

— Wiesz, co jest najdziwniejsze?

— Co?

— Myślałam, że najbardziej spodoba mi się to, że będziesz mną rządził.

— Brzmi obiecująco.

Szturchnęła go łokciem.

— A tak naprawdę najbardziej podoba mi się to, że mogę ci zaufać.

Nie odpowiedział od razu.

Przesunął kciukiem po jej dłoni.

— To chyba znacznie większa odpowiedzialność.

— Zdecydowanie.

— Mogłaś mnie ostrzec.

— Ostrzegałam. Był regulamin.

Roześmiał się.

Po chwili Lena podniosła głowę.

— Możemy wrócić?

— Do czego?

— Do gry.

Adam przyglądał jej się uważnie.

— Pewna?

— Teraz tak.

Wstała pierwsza.

Podeszła do niego tak blisko, że materiał jej sukienki dotknął jego koszuli.

— Ale mam nową zasadę.

— Wiedziałem.

— Bez komentarzy.

— Słucham.

Nachyliła się do jego ucha.

Powiedziała mu cicho, czego chce.

Adam nie uśmiechnął się.

Nie zażartował.

Po prostu skinął głową.

— Dobrze.

I właśnie ta odpowiedź sprawiła, że Lena tym razem naprawdę przestała analizować.

Rano zasady wyglądały inaczej

Obudziła się kilka minut po siódmej.

Przez niedomknięte zasłony wpadało blade światło.

Adam spał obok, odwrócony na bok, z jedną dłonią pod poduszką. Lena przez chwilę patrzyła na niego bez ruchu.

Wieczór wracał fragmentami.

Rozmowy.

Śmiech.

Jego spokojny głos.

Moment, w którym poczuła, że może przestać pilnować wszystkiego.

I późniejsza bliskość, która nie potrzebowała szczegółowych instrukcji ani żadnych ról.

Najbardziej zaskakiwał ją jednak brak wstydu.

Nie czuła go.

Ani trochę.

Adam otworzył jedno oko.

— Patrzysz na mnie.

— Nie.

— Lena.

— Sprawdzam, czy żyjesz.

— Romantyczne.

— Staram się.

Przeciągnął się i spojrzał na nią.

— Wszystko dobrze?

— Tak.

— Naprawdę?

— Tak.

— To dobrze.

Zamknął oczy.

Lena szturchnęła go w ramię.

— Tylko tyle?

— Jest siódma rano.

— Wczoraj byłeś bardziej rozmowny.

— Wczoraj miałem rolę do odegrania.

Zamilkła.

Adam natychmiast otworzył oczy.

— To zabrzmiało źle.

— Trochę.

— Nie chodziło mi o to, że udawałem.

— A o co?

Usiadł.

— Wczoraj miałaś potrzebę oddania kontroli. Ja ją przejąłem. Ale nie dlatego, że nagle zmieniłem się w kogoś innego.

Lena podciągnęła kołdrę wyżej.

— Czyli?

— Czyli spodobało mi się.

— Co dokładnie?

— Ty, kiedy przestajesz kontrolować każde pięć sekund życia.

Zmrużyła oczy.

— Ostrożnie.

— Oraz to, że mi zaufałaś.

— Lepiej.

— I jeszcze jedna rzecz.

— Jaka?

Adam spojrzał na nią z tym samym spokojnym uśmiechem, który poprzedniego wieczoru doprowadzał ją do szału.

— To, że najwyraźniej bardzo lubisz, kiedy ktoś czasami mówi ci, co masz zrobić.

Rzuciła w niego poduszką.

Złapał ją.

— Trafiłem.

— Jesteś niemożliwy.

— Ale czy się mylę?

Lena skrzyżowała ręce.

— Nie będę odpowiadać bez adwokata.

— Czyli się nie mylę.

Wstała z łóżka.

— Idę zrobić kawę.

— Nie.

Zatrzymała się.

Powoli odwróciła głowę.

Adam wskazał na nią palcem.

— Zostań.

— Wróciła gra?

— Nie wiem.

— To co?

Wstał i podszedł bliżej.

— Chcę jeszcze pięć minut.

Lena spojrzała na kuchnię, potem na niego.

— Bez kawy?

— Zaryzykuję.

— To poważne poświęcenie.

— Docenisz kiedyś.

Położyła dłonie na jego ramionach.

— Adam?

— Mhm?

— Myślisz, że będziemy to powtarzać?

— Jeśli będziesz chciała.

— A ty?

— Ja już powiedziałem, że mi się podobało.

— Czyli tak?

— Czyli możemy.

Lena przyglądała mu się uważnie.

— Ale następnym razem…

— Wiedziałem.

— Co?

— Będą nowe zasady.

— Oczywiście.

— Ile?

Uśmiechnęła się.

— Jeszcze nie wiem.

— To niepodobne do ciebie.

— Właśnie się uczę.

Pocałowała go lekko.

Chciała odejść, ale objął ją w talii i przyciągnął z powrotem.

— Dokąd?

— Kawa.

— Mówiłem pięć minut.

— To nie była prośba?

— Nie.

Przez moment patrzyła na niego w milczeniu.

A potem, zamiast protestować, oparła czoło o jego klatkę piersiową.

— Dobrze.

Adam uśmiechnął się nad jej głową.

— Widzisz? Robisz postępy.

— Nie przesadzaj.

— Cztery minuty.

— Liczysz?

— Oczywiście.

Lena zamknęła oczy.

Przez całe życie uważała, że poczucie bezpieczeństwa daje jej świadomość, że nad wszystkim panuje.

Tego ranka odkryła coś zupełnie odwrotnego.

Czasami największy spokój przychodził wtedy, gdy świadomie oddawała komuś kawałek kontroli — wiedząc, że w każdej chwili może ją odzyskać.

A gdy po kilku minutach Adam w końcu wypuścił ją z objęć, ruszyła w stronę kuchni.

Po dwóch krokach odwróciła się.

— I żeby było jasne.

— Słucham.

— Ekspres nadal stoi źle.

Adam westchnął.

— Czyli jednak niczego się nie nauczyłaś.

— Nie powiedziałam tego.

Uśmiechnęła się i uruchomiła ekspres.

— Powiedziałam tylko, że nie wszystkie zasady zamierzam oddać.

Podobne wpisy