Marta i Michał podczas sekretnego spotkania w pustym biurze po godzinach

Nie powinniśmy – sekretna relacja, której nie potrafią zakończyć

Dłonie Marty i Michała podczas wieczornego spotkania w mieszkaniu
Po spotkaniu w biurze Marta i Michał ponownie zostają sami, a niewielki gest wystarcza, by wróciła między nimi dawna bliskość.

Nie powinniśmy – to opowiadanie o sekretnej relacji między Martą i Michałem, którzy od kilku miesięcy spotykają się poza biurem, choć zawodowo właśnie znaleźli się w najgorszym możliwym układzie. Mieli tylko przeczekać kilka tygodni, zachowywać dystans i nie dać nikomu powodów do podejrzeń. Jednak jedno późne spotkanie po pracy wystarcza, żeby wszystkie rozsądne ustalenia zaczęły się rozpadać. Oboje wiedzą, ile mogą stracić, a mimo to coraz trudniej im udawać, że najbezpieczniej byłoby po prostu przestać.

Czas czytania: ok. 10 min | Kategoria: Zakazane relacje | Opowiadanie dla dorosłych 18+

– Nie patrz tak na mnie.

Marta nawet nie podniosła głowy znad laptopa.

– Jak?

– Jakbyś chciała sprawdzić, czy potrafię zachowywać się profesjonalnie.

– Potrafisz?

Michał oparł się o framugę niewielkiej salki konferencyjnej i uniósł kubek z zimną już kawą.

– Od dziewiątej rano udowadniam, że potrafię.

– Jest osiemnasta trzydzieści.

– Tym bardziej należy mi się medal.

Marta parsknęła śmiechem, ale natychmiast przygryzła wargę, jakby właśnie złamała jedną z zasad, które sami ustalili.

Nie śmiać się zbyt długo przy innych.

Nie wychodzić razem.

Nie pisać do siebie w godzinach pracy niczego, czego nie można byłoby spokojnie pokazać osobie siedzącej obok.

I przede wszystkim: żadnych spotkań przez najbliższy miesiąc.

Ostatnia zasada miała być najważniejsza.

Michał, trzydziestoośmioletni kierownik zespołu projektowego, właśnie wszedł do komisji, która miała opiniować kandydatów do awansu na stanowisko dyrektora operacyjnego. Marta, trzydziestoczteroletnia szefowa jednego z działów, była na krótkiej liście.

Formalnie nie podlegała Michałowi. Jednak jego opinia mogła mieć znaczenie.

Dlatego trzy tygodnie wcześniej, siedząc w jej kuchni przy dwóch kieliszkach niedopitego wina, uznali, że powinni na jakiś czas zniknąć sobie z życia.

Brzmiało rozsądnie.

Problem polegał na tym, że rozsądnie brzmiała większość rzeczy, których później nie potrafili zrobić.

– Wszyscy już poszli? – zapytała.

– Prawie. Tomek jeszcze siedzi piętro niżej.

– Czyli nie wszyscy.

– Marta.

Wreszcie na niego spojrzała.

Byli sami w oszklonej salce. Za ścianą ciągnęło się puste biuro, w którym świeciły już tylko lampy nad kilkoma stanowiskami.

– Co? – zapytała.

– Nie musisz zostać.

– Mam raport.

– Raport może poczekać do jutra.

– Ty też możesz wyjść.

– Mogę.

Żadne się nie ruszyło.

Marta odchyliła się na krześle.

– To jest właśnie nasz problem.

– Jaki?

– Oboje wiemy, co należałoby zrobić. A potem stoimy i czekamy, aż druga osoba zrobi coś głupiego.

Kącik jego ust drgnął.

– Myślałem, że tym razem głupia rzecz wypada na ciebie.

– Miałeś się trzymać z daleka.

– Stoję trzy metry od ciebie.

– To nie jest daleko.

Michał spojrzał na nią przez chwilę, po czym odłożył kubek na parapet.

– Dobrze. To wychodzę.

Powiedział to spokojnie, ale dopiero gdy naprawdę odwrócił się w stronę korytarza, poczuła znajome ukłucie niezadowolenia.

Absurdalne.

Przez cały dzień pilnowała, żeby siedział od niej jak najdalej podczas spotkań. Nie spojrzała na niego, kiedy ktoś opowiedział żart, z którego normalnie śmialiby się tylko oni. Na lunch poszła z Anką, choć dostała od niego krótką wiadomość: „Kawa?”

Odpisała po czterdziestu minutach: „Nie.”

Teraz jednak, kiedy rzeczywiście miał wyjść, nagle nie chciała zostać sama.

– Michał.

Zatrzymał się.

– No?

– Zamknij drzwi.

Nie zapytał po co.

Zrobił to.

Kliknięcie zamka nie było głośne, a mimo to zabrzmiało zbyt wyraźnie.

– To nie jest dobry pomysł – powiedział.

– Wiem.

– Sama mówiłaś…

– Wiem, co mówiłam.

Podszedł bliżej, ale zatrzymał się po drugiej stronie stołu.

– Jutro komisja.

– Wiem.

– I naprawdę nie chcę, żebyś kiedyś pomyślała, że…

– Nie myślę.

– Jeszcze nie skończyłem.

– Bo wiem, co chcesz powiedzieć.

Przesunęła dłonią po zamkniętym laptopie.

– To, co jest między nami, zaczęło się zanim ktokolwiek wiedział o tym awansie. Nie robisz mi przysługi. Nie obiecałeś mi niczego. A jeśli boisz się konfliktu interesów, wyłącz się z głosowania.

– Zrobiłem to rano.

Marta znieruchomiała.

– Co?

– Powiedziałem prezesowi, że nie powinienem opiniować twojej kandydatury.

– Dlaczego?

Michał spojrzał w bok.

– Podałem powód osobisty.

– Osobisty?

– Bez szczegółów.

Wstała.

– Czyli teraz ktoś będzie pytał.

– Być może.

– Świetnie.

– Chciałaś, żebym był uczciwy.

– Chciałam, żebyśmy zachowali się rozsądnie.

– To akurat nigdy nie było naszą mocną stroną.

Tym razem się nie uśmiechnęła.

Podeszła bliżej.

– Powiedziałeś mu o nas?

– Nie.

– A jeśli zapyta?

Michał milczał odrobinę za długo.

I właśnie ta cisza przestraszyła ją bardziej niż odpowiedź.

Za blisko, żeby udawać

– Co mu powiesz? – powtórzyła.

– Że znam cię prywatnie.

– To brzmi gorzej niż prawda.

– Wolałabyś, żebym opowiadał prezesowi, od kiedy zostawiasz szczoteczkę do zębów w mojej łazience?

Marta skrzyżowała ręce.

– Zabrałam ją.

– Widziałem.

– I?

– Nic.

– Kłamiesz.

– Trochę.

Przez sekundę znów byli sobą. Nie kandydatką do awansu i członkiem komisji. Nie dwojgiem ludzi pilnujących, kto może ich zobaczyć w windzie.

Po prostu Martą i Michałem.

To właśnie było najgorsze.

Zaczęło się niewinnie pięć miesięcy wcześniej. Po trudnym projekcie poszli całą grupą na kolację. Potem część ludzi wyszła, część przeniosła się do baru. O drugiej w nocy zostali sami przy stoliku, spierając się o film, którego żadne nie pamiętało wystarczająco dobrze.

Michał odprowadził ją do taksówki.

Pocałowała go pierwsza.

Następnego dnia spotkali się, żeby ustalić, że był to jednorazowy błąd.

Wieczorem spotkali się ponownie.

– Nadal chcesz to zakończyć? – zapytał teraz.

Marta otworzyła usta, lecz nie odpowiedziała.

Michał podszedł jeszcze krok.

– Pytam poważnie.

– Teraz?

– Tak.

– W salce konferencyjnej?

– Możemy przenieść rozmowę do kuchni. Tam na pewno będzie bardziej romantycznie.

Spojrzała na niego ostrzegawczo.

– Nie żartuj.

Jego twarz natychmiast spoważniała.

– Dobrze.

Przez moment słyszeli jedynie jednostajny szum wentylacji.

– Nie chcę kończyć – powiedziała wreszcie. – Chcę tylko nie obudzić się za pół roku z myślą, że przez to straciłam coś, na co pracowałam dziesięć lat.

– Rozumiem.

– Naprawdę?

– Tak.

– Bo ty masz łatwiej.

– Wcale nie.

– Jeśli ktoś się dowie, ludzie powiedzą, że dostałam stanowisko dzięki tobie. O tobie powiedzą najwyżej, że jesteś idiotą.

– Marta…

– A jestem wystarczająco dobra, żeby ten awans dostać bez niczyjej pomocy.

– Wiem.

– Nie chcę, żeby ktokolwiek miał powód w to wątpić.

– Ja też nie.

Powiedział to tak spokojnie, że nagle opadła z niej część złości.

– Dlatego się wycofałem – dodał.

– Mogłeś mi powiedzieć.

– Mieliśmy nie rozmawiać.

– To była głupia zasada.

– Twoja.

– Nie przypominaj mi.

Stał już blisko. Wystarczająco, żeby widziała niewielką zmarszczkę między jego brwiami.

Uniósł rękę, lecz zatrzymał ją w połowie.

– Mogę?

Pytanie było prawie szeptem.

Marta spojrzała na jego dłoń.

Potem na niego.

Sama zrobiła ostatni krok.

Jego palce dotknęły jej policzka, przesunęły się powoli w stronę włosów. Ten gest był tak zwyczajny, że właśnie dlatego podziałał mocniej niż wszystkie pocałunki, które ukradli sobie przez ostatnie miesiące.

– Tęskniłam – powiedziała cicho.

– Wiem.

– Nie powinieneś odpowiadać „wiem”.

– Ja też tęskniłem.

– Lepiej.

Uśmiechnęła się.

Michał nachylił się odrobinę, ale czekał.

To ona pocałowała go pierwsza.

Krótko.

Przynajmniej taki miała zamiar.

Kiedy jednak jego dłoń znalazła się na jej talii, wróciło wszystko, czego przez trzy tygodnie konsekwentnie sobie odmawiali. Bliskość. Znajomy zapach jego koszuli. Sposób, w jaki przed kolejnym pocałunkiem zawsze na moment się zatrzymywał, jakby dawał jej jeszcze jedną możliwość zmiany zdania.

Oparła dłonie o jego klatkę piersiową.

– Michał…

Cofnął się natychmiast.

– Za dużo?

Pokręciła głową.

– Za dobre miejsce wybraliśmy.

Rozejrzał się po salce.

– Przyznam, że tablica z wykresem kwartalnym trochę psuje nastrój.

Marta zaśmiała się pod nosem.

Potem jednak jej telefon zawibrował na stole.

Oboje spojrzeli na ekran.

Tomek: Jesteś jeszcze na górze? Wracam po ładowarkę.

Marta odskoczyła, jakby drzwi właśnie się otworzyły.

– Cholera.

– Spokojnie.

– Właśnie dlatego nie powinniśmy.

– Wiem.

– Nie mów „wiem”.

Michał sięgnął po swój kubek.

– Daj mi trzydzieści sekund.

– Co robisz?

– Wychodzę.

– A jeśli go spotkasz?

– Powiem, że pracowałem.

– O tej godzinie?

– Niestety wszyscy wiedzą, że jestem nudny.

Otworzył drzwi.

Przed wyjściem obejrzał się jeszcze.

– Jedź do domu.

– Rozkazujesz mi?

– Proponuję.

– Lepiej.

Zniknął na korytarzu.

Dopiero wtedy Marta zauważyła, że się uśmiecha.

Jedna noc bez zasad

Nie pojechała do domu.

Dwadzieścia minut później siedziała w samochodzie na podziemnym parkingu, kiedy na ekranie telefonu pojawiła się wiadomość.

Michał: Tomek odzyskał ładowarkę. Świat uratowany.

Odpisała:

Marta: Gratuluję skutecznej akcji.

Trzy kropki pojawiły się niemal natychmiast.

Michał: Jedź do domu.

Marta: Ty pierwszy.

Minęła minuta.

Potem druga.

W końcu dostała tylko:

Michał: Nie umiem dzisiaj być rozsądny.

Patrzyła na wiadomość długo.

Następnie uruchomiła silnik.

Czterdzieści minut później nacisnęła domofon przy jego kamienicy.

Nie zapytał, kto przyszedł.

Drzwi zabrzęczały od razu.

Kiedy wszedł za nią do mieszkania, przez kilka sekund oboje stali w przedpokoju, jakby to właśnie tam należało przeprowadzić jeszcze jedną rozsądną rozmowę.

Michał pierwszy przerwał ciszę.

– Jeśli przyszłaś tylko pogadać, naprawdę możemy pogadać.

– Wiem.

– A jeśli jutro będziesz żałować…

– Nie będę.

– Marta.

– Nie przyszłam tu dlatego, że jutro jest komisja.

Patrzył na nią uważnie.

– Wiem.

– Tym razem możesz tak odpowiedzieć.

Zdjęła płaszcz i odwiesiła go na znajomy haczyk.

Obok nadal wisiał szalik, który zostawiła tu miesiąc temu.

Dotknęła go palcami.

– Tego też nie zabrałam.

– Liczyłem, że zauważysz.

– Specjalnie go zostawiłeś?

– Nie jestem aż tak przebiegły.

– Jesteś.

Michał stanął za nią.

Nie dotknął jej od razu.

Dopiero kiedy odwróciła się w jego stronę, położył dłonie na jej talii.

– Nadal możemy się zatrzymać – powiedział.

– Możemy.

Objęła go za kark.

– Ale nie chcę.

Tym razem pocałunek nie miał nic wspólnego z pośpiechem w pustym biurze. Był powolny, znajomy, a jednocześnie inny po tych kilku tygodniach rozłąki. Marta czuła pod palcami ciepło jego karku i delikatny ucisk dłoni na plecach.

Kiedy odsunął włosy z jej szyi, zamknęła oczy.

– Brakowało mi tego – powiedział.

– Mojego szalika?

– Ciebie, złośliwa kobieto.

– Tak lepiej.

Później usiedli na kanapie z winem, którego prawie nie pili. Rozmawiali długo. O awansie. O tym, co zrobią, jeśli Marta go dostanie. O tym, co zrobią, jeśli nie dostanie.

Po raz pierwszy nie próbowali zaplanować rozstania.

– Jeżeli zostaniesz dyrektorem, powiemy – zdecydował Michał.

– Komu?

– HR. Prezesowi. Komu trzeba.

– A plotki?

– Będą.

Marta oparła głowę o jego ramię.

– Nienawidzę plotek.

– Wiem.

Uszczypnęła go w bok.

– Za każde „wiem” płacisz karę.

– Jaką?

Spojrzała na niego.

– Jeszcze nie zdecydowałam.

To wystarczyło.

Jego uśmiech zniknął, kiedy się pocałowali.

Potem świat zwęził się do ciepła mieszkania, rozpiętego guzika jej koszuli, jego dłoni przesuwającej się ostrożnie po jej plecach i cichych pytań, na które odpowiadała kolejnym skróceniem dystansu.

Reszta tej nocy nie potrzebowała zasad.

Rano wszystko wygląda inaczej

Marta obudziła się kilka minut po szóstej.

Przez moment nie wiedziała, gdzie jest. Potem zobaczyła granatową koszulę Michała przewieszoną przez krzesło i poczuła jego dłoń opartą lekko na jej biodrze.

Nie spał.

– Od kiedy się na mnie patrzysz?

– Nie patrzę.

– Kłamiesz.

– Od dwóch minut.

– Dziwne hobby.

– Mam gorsze.

Odwróciła się w jego stronę.

– Boisz się?

Zastanawiał się chwilę.

– Komisji?

– Tego wszystkiego.

– Tak.

Nie spodziewała się tak szybkiej odpowiedzi.

– Ja też.

– To chyba zdrowe.

– Od kiedy jesteś ekspertem od zdrowych relacji?

– Od mniej więcej szóstej rano.

Marta przesunęła palcem po jego ramieniu.

– Jeśli dostanę ten awans, nie chcę już się chować.

– Dobrze.

– A jeśli go nie dostanę, też nie chcę się chować.

– Jeszcze lepiej.

– I nie chcę więcej planów pod tytułem „nie widzimy się przez miesiąc”.

– Zgoda.

– Chociaż przez tydzień?

– Nie przesadzajmy.

Roześmiała się, wtulając twarz w poduszkę.

W biurze spotkali się dopiero o jedenastej.

Marta siedziała z Anką przy stole w kuchni, kiedy Michał wszedł po kawę.

Nie spojrzał na nią dłużej niż na kogokolwiek innego.

– Cześć.

– Cześć – odpowiedziała.

Anka mówiła coś o kliencie, więc Marta słuchała i kiwała głową.

Dopiero gdy Michał wychodził, zatrzymał się na sekundę przy drzwiach.

– Marta?

– Tak?

– Prezes chce cię widzieć o dwunastej.

– Dzięki.

Ich spojrzenia spotkały się na moment.

Tylko tyle.

Godzinę później siedziała naprzeciwko prezesa.

Rozmowa trwała niecałe piętnaście minut.

Kiedy wyszła, Michał stał przy końcu korytarza z telefonem w dłoni.

Nie ruszył się.

Nie powinien.

Marta też nie.

Zamiast tego przeszła obok niego i powiedziała prawie bez ruchu ust:

– Dostałam.

Przez twarz Michała przemknął uśmiech.

– Wiedziałem.

Zatrzymała się.

Odwróciła.

– Za to „wiedziałem” kara będzie podwójna.

Tym razem nie ukrył uśmiechu.

Po raz pierwszy od miesięcy Marta pomyślała, że największym ryzykiem nie było to, że ktoś ich zobaczy.

Największym byłoby udawanie jeszcze dłużej, że nic między nimi nie ma.

A tego oboje mieli już serdecznie dość.

Podobne wpisy