Druga pierwsza randka – małżeństwo, które próbuje zacząć od nowa

Po czternastu latach małżeństwa Marta i Paweł potrafią sprawnie omawiać rachunki, zakupy oraz grafik córki, ale niemal zapomnieli, jak rozmawia się o sobie. Gdy ich relacja zaczyna przypominać dobrze zarządzane gospodarstwo, Marta proponuje drugą pierwszą randkę: bez wspominania obowiązków, bez telefonów i bez pewności, że wieczór cokolwiek naprawi. Opowiadanie o małżeństwie prowadzi ich do miejsca, w którym kiedyś się poznawali, a dziś muszą zdecydować, czy pod warstwą przyzwyczajeń nadal znajduje się pożądanie — i czy wystarczy im odwagi, by ponownie je obudzić.
Czas czytania: ok. 10 min | Kategoria: Romantyczne | Opowiadanie dla dorosłych 18+
Paweł przyszedł osiem minut za wcześnie. Marta obserwowała go przez szybę kawiarni, zanim wszedł do środka. Miał na sobie granatową marynarkę, której nie widziała od dwóch lat, i trzymał w dłoni pojedynczą czerwoną gerberę.
Dokładnie taki kwiat przyniósł na ich pierwszą randkę.
— Nie było róż? — zapytała, gdy podszedł do stolika.
— Ustaliliśmy, że odtwarzamy początki. Wtedy nie było mnie stać na róże.
— Teraz też mogłeś zaoszczędzić.
— Widzę, że flirt nadal przychodzi ci naturalnie.
Marta przyjęła kwiat. Miała czterdzieści lat, bordową sukienkę, której Paweł nigdy wcześniej nie widział, i obrączkę schowaną w torebce. To był jej pomysł. Na drugiej pierwszej randce mieli udawać, że dopiero się poznają.
Paweł również zdjął obrączkę.
— Wyglądasz pięknie — powiedział.
— Brzmisz, jakbyś ćwiczył w samochodzie.
— Ćwiczyłem w windzie.
Usiadł naprzeciwko niej. Przez chwilę oboje studiowali karty, chociaż lokal prawie się nie zmienił. Ten sam ciemny bar, mosiężne lampy i stolik w rogu, przy którym czternaście lat wcześniej Marta rozlała czerwone wino na jego spodnie.
— Przypominam zasady — powiedziała. — Nie rozmawiamy o Zosi, kredycie, zmywarce, twojej matce ani mojej pracy.
— A jeśli zapytasz, czym się zajmuję?
— Skłam.
— Jestem poławiaczem pereł.
— W Warszawie?
— Praca zdalna.
Zaśmiała się. Paweł patrzył na nią chwilę dłużej, niż wymagał żart.
— Brakowało mi tego — przyznał.
— Czego?
— Kiedy śmiejesz się ze mnie, a nie dlatego, że zrobiłem coś głupiego.
— Jedno nie wyklucza drugiego.
Kelner przyniósł wino. Marta uniosła kieliszek.
— Za brak oczekiwań.
— To najbardziej małżeński toast, jaki słyszałem.
— Miałeś nie wiedzieć, że jestem mężatką.
— W takim razie twój mąż jest idiotą, skoro pozwolił ci przyjść samej.
— Mój mąż od miesięcy zasypia na kanapie.
Paweł spoważniał.
— Moja żona zamyka się w sypialni z laptopem.
— Może dlatego, że na kanapie nie ma już dla niej miejsca.
— Może nie wiedziała, czy nadal jest zaproszona.
Zapadła cisza. Pierwsza prawdziwa tego wieczoru.
Marta przesunęła palcem po nóżce kieliszka.
— To miała być randka, nie terapia.
— Masz rację. Zacznijmy jeszcze raz. Czym zajmujesz się poza łamaniem serc poławiaczom pereł?
— Projektuję wnętrza. Ostatnio głównie takie, w których ludzie potrafią ze sobą rozmawiać.
— Brzmi kosztownie.
— Bardzo.
Po winie poszli do małego kina studyjnego. Wybrali film bez sprawdzania recenzji, tak jak kiedyś. W ciemnej sali ich łokcie stykały się na wspólnym podłokietniku. Paweł pierwszy cofnął rękę.
Marta odnalazła ją chwilę później i położyła na swoim kolanie.
Nie spojrzał na nią. Zacisnął tylko palce na materiale bordowej sukienki.
Pytania bez bezpiecznych odpowiedzi
Po seansie ruszyli pieszo przez nocne centrum. Marta wsunęła dłoń pod ramię Pawła. Nie robiła tego od dawna. Zwykle szli osobno — on z torbami, ona z telefonem przy uchu.
— Dokąd teraz? — zapytał.
— Mam rezerwację.
— Brzmi poważnie.
— Kiedyś byłeś bardziej spontaniczny.
— Kiedyś przez tydzień jadłem makaron z keczupem, żeby zabrać cię do restauracji.
— Nie wiedziałam.
— Nie chciałem cię straszyć swoim bogactwem.
Zatrzymali się przed odnowioną kamienicą. Paweł spojrzał na numer, a potem na Martę.
— To tutaj.
— Wiem.
Na trzecim piętrze znajdowało się mieszkanie, które wynajmowali przez pierwszy rok małżeństwa. Teraz działało jako apartament na krótkie pobyty. Marta znalazła ogłoszenie przypadkiem i zarezerwowała jedną noc.
Wnętrze zmieniono, ale układ pozostał ten sam. W miejscu ich starej kanapy stało duże łóżko. Niewielki balkon nadal wychodził na podwórze.
— Pamiętasz, jak wnosiliśmy tu szafę? — zapytał Paweł.
— Miało nie być wspomnień.
— Trudno udawać, że cię nie znam, kiedy pamiętam wszystkie twoje przekleństwa z trzeciego piętra.
Marta zdjęła płaszcz. Paweł pomógł jej, przesuwając dłonie po ramionach nieco wolniej, niż było to konieczne. Czuła ciepło jego palców przez cienki materiał sukienki.
— Jest jeszcze jedna zasada — powiedziała.
— Jaka?
— Każde z nas może zadać jedno pytanie. Trzeba odpowiedzieć uczciwie.
— Bez zastanowienia?
— Możesz się zastanawiać. Nie możesz kłamać.
Paweł podszedł do okna.
— Zarezerwowałaś ten pokój, żeby spróbować nas uratować czy żeby łatwiej się pożegnać?
Marta poczuła, jak paznokcie wbijają się jej wewnątrz dłoni.
— Nie wiem. Kiedy rezerwowałam, myślałam o pożegnaniu. Teraz nie jestem pewna.
Odwrócił się. Nie wyglądał na zaskoczonego.
— Twoja kolej — powiedział.
— Dlaczego od trzech miesięcy przeglądasz mieszkania we Wrocławiu?
Paweł pobladł.
— Zaglądałaś do mojego laptopa?
— Zobaczyłam otwartą kartę. Potem historię wyszukiwania.
— Dostałem propozycję prowadzenia nowego oddziału. Myślałem, że jeśli się rozstaniemy, wyjadę.
— I nie zamierzałeś mi powiedzieć?
— Zamierzałem, kiedy będziemy potrafili odbyć jedną rozmowę bez udawania, że chodzi o zmywarkę.
Marta odsunęła się.
— Więc planowałeś nowe życie.
— Planowałem drogę ucieczki. To nie to samo.
— Dla osoby, która zostaje, różnica jest niewielka.
Paweł zdjął marynarkę i położył ją na krześle.
— Nie przyjąłem tej pracy. Termin odpowiedzi mija w poniedziałek.
— Dziś jest sobota.
— Wiem.
— A jeśli ta randka się nie uda?
— Wyjadę.
Marta podeszła bliżej. Gniew mieszał się w niej z czymś znacznie bardziej bolesnym.
— A jeśli się uda?
— Wtedy po raz pierwszy od dawna zapytam cię, czego ty chcesz.
Stała przed nim tak blisko, że widziała napiętą linię jego szczęki. Dotknęła kołnierzyka koszuli.
— Chcę sprawdzić, czy jeszcze umiesz mnie pocałować.
— Mogę?
— Tak.
Ciało dobrze zapamiętane
Paweł pochylił się powoli. Pierwszy pocałunek był niemal nieśmiały, zaskakujący po czternastu latach wspólnego życia. Marta położyła dłonie na jego piersi. Czuła mocne uderzenia serca, szybsze niż się spodziewała.
— Denerwujesz się — powiedziała.
— Jestem na pierwszej randce z najtrudniejszą kobietą, jaką znam.
— Dopiero się poznajemy.
— W takim razie mam fatalne przeczucia.
Pocałowała go ponownie. Tym razem nie zostawiła miejsca na żart. Paweł objął ją w pasie, a jego dłoń przesunęła się po plecach ku zamkowi sukienki. Zatrzymał się.
— Mogę?
Marta skinęła głową.
— Powiedz.
— Możesz.
Rozsunął zamek. Materiał poluzował się, odsłaniając kark oraz plecy. Paweł dotknął ustami skóry tuż pod linią włosów. Przesuwał pocałunki niżej, powoli, jakby odkrywał ciało, które znał na pamięć, lecz od dawna na nie nie patrzył.
Marta odwróciła się i rozpięła guziki jego koszuli. Pod palcami wyczuła znajome zagłębienie przy obojczyku i niewielką bliznę na żebrach. Paweł przymknął oczy, gdy przesunęła dłonią po torsie.
— Kiedy ostatnio cię tak dotykałam? — zapytała.
— Nie chcę liczyć.
— Ja też nie.
Sukienka opadła na podłogę. Paweł spojrzał na nią uważnie. Nie był to pobieżny wzrok męża mijającego żonę w łazience. Obserwował linię ramion, talię i biodra z pragnieniem, które natychmiast rozpoznała.
Marta podeszła bliżej. Cienka koronka bielizny zetknęła się z jego nagą klatką piersiową. Paweł położył dłonie na jej biodrach i przyciągnął ją do siebie.
— Nadal jesteś najpiękniejsza, kiedy próbujesz wyglądać na niewzruszoną — szepnął.
— Nie psuj chwili.
— Milczę.
Jego usta wróciły do jej szyi. Marta odchyliła głowę i zacisnęła palce na jego ramionach. Dłonie Pawła przesuwały się po talii, plecach i pośladkach, pewne znajomością jej ciała, lecz ostrożne wobec dystansu, który wyrósł między nimi.
Usiedli na łóżku. Marta rozwiązała mu pasek i pocałowała obojczyk, potem miejsce pod uchem, o którym wiedziała, że wywoła zmianę jego oddechu. Paweł roześmiał się cicho.
— To nieuczciwe. Znasz wszystkie słabe punkty.
— Ty też.
Udowodnił jej to chwilę później. Położył ją na pościeli i przesuwał ustami od szyi ku ramionom, piersiom oraz brzuchowi, zatrzymując się tam, gdzie napięcie jej ciała zdradzało więcej niż słowa. Marta wsunęła dłonie w jego włosy i poprowadziła go bliżej.
Nie próbowali udawać nieznajomych. Ich ciała pamiętały wspólny język: gesty, rytm oraz sposób, w jaki jedno potrafiło zatrzymać drugie na granicy pragnienia. Nowe było to, że znów zwracali uwagę na każdą reakcję.
— Chcę ciebie — powiedziała Marta. — Nie wspomnienia.
Paweł uniósł głowę.
— Mnie. Teraz?
— Tak.
Zbliżenie nie było gwałtownym pojednaniem. Narastało długo, w kolejnych pocałunkach, dotyku dłoni i urywanych oddechach. Marta obejmowała jego plecy oraz biodra, czując napięcie mięśni. Paweł obserwował jej twarz, jakby chciał zapamiętać każdą zmianę. Kiedy znaleźli wspólny rytm, granica między znajomością a odkrywaniem zatarła się całkowicie.
Spełnienie przyszło wraz z mocnym uściskiem i jej imieniem wypowiedzianym przy szyi. Przez dłuższą chwilę pozostali spleceni, niezdolni do żartu.
— Nadal pasujemy — wyszeptał.
— Ciała są mniej uparte niż ludzie.
Później Marta leżała na jego piersi, słuchając spokojnego oddechu. Paweł przesuwał palcami po jej nagich plecach.
— To niczego automatycznie nie naprawia — powiedziała.
— Wiem.
— Nie chcę wrócić do domu i znów rozmawiać tylko o rachunkach.
— Ja też nie.
Uniósł jej podbródek i pocałował ją. Po chwili napięcie powróciło, łagodniejsze, lecz równie wyraźne. Marta usiadła na nim, pozwalając bordowemu materiałowi sukienki zsunąć się całkiem z łóżka. Tym razem to ona nadawała rytm, a Paweł obejmował jej biodra, patrząc na nią z zachwytem, którego tak długo jej brakowało.
Następny piątek
Rano usiedli na balkonie owinięci hotelowymi szlafrokami. Miasto budziło się powoli. Paweł podał Marcie kawę.
— Co z Wrocławiem? — zapytała.
— Chcę odmówić.
— Nie rób tego wyłącznie z mojego powodu.
— W takim razie pojedźmy tam razem na weekend. Zobaczysz miasto, porozmawiamy o tym bez zakładania, że którekolwiek musi zrezygnować.
— A jeśli nadal będę chciała zostać tutaj?
— Poszukamy rozwiązania. Nie drogi ucieczki.
Marta obracała obrączkę w palcach. Wyjęła ją z torebki przed śniadaniem.
— Nie założę jej jeszcze — powiedziała.
Paweł skinął głową.
— Rozumiem.
— Ale nie dlatego, że chcę ją zdjąć na zawsze. Chcę, żebyśmy nie traktowali jej jak załatwionej sprawy.
Położyła obrączkę na stoliku obok jego obrączki.
— Następna randka w piątek — zdecydowała. — Bez odtwarzania przeszłości.
— Mogę wybrać miejsce?
— Pod warunkiem że nie będzie makaronu z keczupem.
— Obiecałem niczego nie ukrywać, więc uprzedzam: miałem taki pomysł.
Marta uśmiechnęła się i wsunęła dłoń w jego rękę.
Nie zakochali się w sobie ponownie podczas jednej nocy. Zrobili coś trudniejszego: przestali zachowywać się tak, jakby znali już wszystkie odpowiedzi.
Na stoliku zostały dwie obrączki. Nie wyglądały jak porzucone. Wyglądały jak rzeczy, po które oboje zamierzali wrócić.