Dorosła kobieta i mężczyzna rozmawiają nocą w pustym biurze przy oknie.

Po godzinach – romans w pracy między dwojgiem rywali

Dwa kubki, identyfikatory, zegarek i bordowa apaszka na stole w nocnym biurze.
Puste kubki i pozostawione drobiazgi zdradzają, że rozmowa trwała dłużej niż planowano.

Lena i Michał od miesięcy rywalizują o to samo stanowisko, pilnując, by zawodowa uprzejmość nie zdradziła napięcia, które rośnie między nimi przy każdym spotkaniu. Kiedy późnym wieczorem zostają sami w pustym biurze, zwykła poprawka w prezentacji zamienia się w rozmowę o sekretach, niespełnionych obietnicach i pragnieniu, którego żadne z nich nie chce już dłużej ignorować. Ten romans w pracy może jednak zakończyć się, zanim naprawdę się zacznie. Michał podjął bowiem decyzję, o której Lena dowie się jako ostatnia.

Czas czytania: ok. 11 min | Kategoria: Zakazane relacje | Opowiadanie dla dorosłych 18+

— Usunąłeś moje nazwisko z ostatniego slajdu.

Lena zatrzymała się w drzwiach sali konferencyjnej z laptopem przyciśniętym do biodra. Na zegarze nad recepcją była dwudziesta druga czterdzieści siedem. Piętro opustoszało dwie godziny wcześniej, lecz Michał nadal siedział przy długim stole, z podwiniętymi rękawami granatowej koszuli i krawatem opuszczonym kilka centymetrów poniżej kołnierzyka.

Miał trzydzieści sześć lat, zbyt dużo cierpliwości do arkuszy kalkulacyjnych i irytujący zwyczaj milczenia właśnie wtedy, gdy Lena najbardziej potrzebowała odpowiedzi.

— Zmieniłem podpis — odparł. — To nie to samo.

— Doskonale wiesz, że to samo.

Postawiła komputer na stole i obróciła ekran w jego stronę. Michał zerknął na slajd, ale nie wydawał się zaskoczony.

— „Zespół projektowy” brzmi uczciwiej niż „projekt Leny Wysockiej”.

— Zwłaszcza jeśli jutro zamierzasz przedstawić go jako swój.

— Gdybym chciał ukraść ci projekt, nie zostawiałbym historii zmian.

— Byłbyś wtedy mniej nieznośny, ale bardziej skuteczny.

Kącik jego ust drgnął. Lena nie cierpiała, gdy uśmiechał się podczas kłótni. Jeszcze bardziej nie cierpiała tego, że od razu patrzyła wtedy na jego usta.

Miała trzydzieści trzy lata i od sześciu miesięcy pracowała na awans, o który — jak wszyscy zakładali — rywalizowała właśnie z nim. W firmie przyjmowano niemal za pewnik, że jedno z nich zostanie dyrektorem nowego działu. Drugie miało się uśmiechnąć, pogratulować i udawać, że porażka nie boli.

— Dlaczego wciąż tu jesteś? — zapytała.

— To samo mógłbym powiedzieć tobie.

— Ja poprawiam prezentację.

— A ja ratuję cię przed pokazaniem zarządowi prognozy opartej na złej wersji danych.

Przesunął laptop ku niej. Lena pochyliła się nad ekranem. Michał wskazał jedną z komórek arkusza, a jego przedramię musnęło materiał jej burgundowej bluzki. Kontakt trwał może sekundę, ale oboje zastygli.

— To nie moja formuła — powiedziała ciszej.

— Wiem.

— Skąd?

— Znam twój sposób pracy.

Podniosła wzrok. Dzieliło ich niewiele więcej niż szerokość otwartego laptopa. Czuła zapach jego wody kolońskiej zmieszany z kawą, której musiał wypić zdecydowanie za dużo.

— Czyli jednak mnie obserwujesz?

— Zawodowo.

— Oczywiście.

Nie odsunął ręki. Jego mały palec dotykał jej dłoni, ledwie zauważalnie. Lena mogła się cofnąć. Zamiast tego przesunęła palce o kilka milimetrów, świadomie podtrzymując kontakt.

Telefon Michała zawibrował na stole. Na ekranie pojawił się fragment wiadomości: „Praga potwierdzona. Czekamy na podpis do…”

Odwrócił aparat zbyt późno.

— Praga? — Lena wyprostowała się. — Co jest potwierdzone?

— Nie teraz.

— Właśnie teraz.

— Lena…

— Odchodzisz?

Milczał wystarczająco długo, by odpowiedź stała się oczywista.

To, czego nie powiedział

Lena podeszła do okna. Warszawa za szybą była mozaiką granatowych wieżowców i złotych świateł. W odbiciu widziała Michała, który wstał od stołu, ale nie próbował jej zatrzymywać.

— Od kiedy wiesz? — zapytała.

— Od trzech tygodni.

— A jutro mamy razem prezentować strategię na kolejny rok.

— Właśnie dlatego chciałem zaczekać.

Roześmiała się krótko.

— Naturalnie. Najlepiej zrzucić informację po spotkaniu, kiedy wszyscy będą otwierać szampana albo pocieszać przegranego.

— Nie biorę udziału w konkursie o stanowisko.

Odwróciła się gwałtownie.

— Co?

— Wycofałem kandydaturę.

— Dlaczego nikt mi nie powiedział?

— Bo nie chciałem, żebyś jutro weszła do sali przekonana, że już wygrałaś. Masz wygrać prezentacją.

Lena skrzyżowała ramiona, lecz ten gest nie dawał jej już poczucia ochrony.

— A zmiana podpisu?

— Zarząd nie lubi projektów zależnych od jednej osoby. Chciałem usunąć argument, że nie potrafisz delegować. W mailu rekomendacyjnym napisałem jasno, kto stworzył koncepcję.

— Napisałeś rekomendację dla mnie?

— Tak.

— Bez pytania?

— Gdybym zapytał, odmówiłabyś tylko po to, żeby nie być mi nic winna.

— Nie znasz mnie aż tak dobrze.

Michał podszedł bliżej. Zatrzymał się na tyle daleko, by pozostawić jej wybór.

— Zawsze obracasz pierścionek na palcu, kiedy się denerwujesz. Nie jesz przed ważnymi spotkaniami, choć potem boli cię głowa. Kiedy jesteś naprawdę wściekła, mówisz ciszej, nie głośniej. A od dwóch miesięcy zostawiasz mi kawę bez cukru, mimo że uparcie twierdzisz, że ekspres sam robi za dużo.

Lena spojrzała na kubek w swojej dłoni.

— To dowody poszlakowe.

— Mam więcej.

— Nie chcę słuchać.

— Kłamiesz.

— Być może.

Między nimi pozostał jeden krok. Michał uniósł dłoń, lecz zatrzymał ją przy jej policzku.

— Mogę?

To jedno słowo odebrało jej ostatni pretekst do ucieczki.

— Możesz mnie pocałować — odpowiedziała. — Tylko nie mów potem, że to przez zmęczenie.

Dotknął najpierw jej szczęki, powoli, jakby upewniał się, że naprawdę nie zmieni zdania. Lena wsunęła palce pod jego poluzowany krawat i przyciągnęła go bliżej. Pierwszy pocałunek był krótki, niemal ostrożny. Drugi nie miał już nic wspólnego z ostrożnością.

Michał objął ją w talii. Materiał bluzki napiął się pod jego dłonią, gdy przysunął ją do siebie. Lena poczuła ciepło jego ciała i twardą linię klatki piersiowej pod koszulą. Oparła plecy o chłodną szybę, a on natychmiast zwolnił.

— Wszystko dobrze?

— Jeśli znowu się odsuniesz, przestanie być dobrze.

Uśmiechnął się przy jej ustach. Pocałował ją mocniej, przesuwając wargami wzdłuż policzka aż do miejsca pod uchem. Lena zacisnęła palce na jego karku. Miesiące tłumionej ciekawości wracały teraz w każdym dotknięciu: w jego dłoni na jej biodrze, w sposobie, w jaki przyciągała go za koszulę, w urywanym oddechu, którego żadne z nich nie próbowało ukrywać.

Gdy jego palce znalazły dolny guzik bluzki, zatrzymał się ponownie.

— Biuro ma monitoring — szepnęła.

— Właśnie zniszczyłaś najlepszy moment mojego życia.

— Twój najlepszy moment wymaga mniej kamer.

— Masz konkretną propozycję?

Wsunęła dłoń w jego rękę.

— Mieszkam dwanaście minut stąd.

Dwanaście minut

W taksówce siedzieli obok siebie, pozornie spokojni. Kolano Michała dotykało uda Leny, a jego kciuk zataczał powolne kręgi na wewnętrznej stronie jej nadgarstka. Ten drobny ruch działał na nią bardziej niż wcześniejsze pocałunki.

— Nadal możesz pojechać do siebie — powiedziała, gdy samochód zatrzymał się przed jej kamienicą.

— Chcesz, żebym to zrobił?

— Nie.

— W takim razie przestań dawać mi wyjścia, których nie zamierzam wybierać.

W mieszkaniu zapaliła tylko lampę przy kanapie. Zdjęła buty, a Michał powiesił marynarkę na oparciu krzesła. Przez kilka sekund stali naprzeciwko siebie, jakby po opuszczeniu biura musieli podjąć decyzję jeszcze raz.

Lena podeszła pierwsza. Rozpięła jego krawat do końca i wysunęła go spod kołnierzyka. Michał obserwował jej dłonie, nie przyspieszając ruchu. Dopiero gdy zaczęła rozpinać mu koszulę, objął ją i pocałował.

Tym razem nie było w nim zawodowej kontroli. Jego dłonie przesunęły się po jej plecach, zatrzymały na talii, a potem na biodrach. Lena odchyliła głowę, kiedy jego usta dotknęły szyi i obojczyka. Czuła ciepły oddech na skórze i szorstkość zarostu, która pozostawiała za sobą przyjemne pieczenie.

— Przez pół roku doprowadzałeś mnie do szału — wyszeptała.

— Mam przestać?

— Ani się waż.

Rozpięła pozostałe guziki jego koszuli i przesunęła dłonie po jego klatce piersiowej. Mięśnie napięły się pod jej palcami. Michał odnalazł zamek z boku jej spodni, ale nie ruszył go, dopóki nie skinęła głową.

— Powiedz, jeśli…

— Chcę tego — przerwała mu. — Ciebie. Teraz.

Pocałował ją tak, jakby czekał właśnie na te słowa. Bluzka zsunęła się z jej ramion i opadła na podłogę. Jego dłonie wędrowały po odsłoniętych plecach, zatrzymując się wszędzie tam, gdzie jej ciało reagowało najmocniej. Lena przycisnęła się do niego, świadomie ocierając biodrami o jego ciało. Usłyszała jego urwany oddech i poczuła nagłą satysfakcję, że wreszcie nie tylko ona traci panowanie.

Przenieśli się do sypialni, nie przerywając pocałunków. Pościel była chłodna, ich skóra gorąca, a ubrania znikały bez pośpiechu, warstwa po warstwie. Michał dotykał jej uważnie, lecz nie nieśmiało. Przesuwał ustami po karku, piersiach, brzuchu i biodrach, obserwując każdą reakcję. Lena wyginała się ku niemu, prowadziła jego dłonie, mówiła krótkimi słowami, czego chce.

Kiedy połączyli się w najbliższym z możliwych uścisków, patrzył na nią, jakby czekał na ostatnie potwierdzenie. Przyciągnęła go udami i pocałowała. Ich ruchy początkowo były powolne, niemal badawcze, później coraz bardziej zdecydowane. W pokoju słychać było urywane oddechy, szelest pościeli i jej imię wypowiedziane zupełnie inaczej niż podczas firmowych spotkań.

Spełnienie przyszło gwałtownie, odbierając jej na moment głos. Michał ukrył twarz przy jej szyi, a ona trzymała go mocno, czując drżenie jego ramion. Nie odsunęli się od razu. Leżeli spleceni, pozwalając oddechom zwolnić.

— Za pięć godzin prezentacja — powiedziała w końcu.

— Odwołajmy kapitalizm.

— Wiedziałam, że Praga źle na ciebie działa.

Roześmiał się i pocałował ją w ramię.

— Nie podpisałem jeszcze umowy.

Lena znieruchomiała.

— Nie chcę, żebyś został przeze mnie.

— A ja nie chcę wyjeżdżać tylko dlatego, że bałem się zostać.

Przed pierwszym spotkaniem

Obudziła się o piątej trzydzieści. Michał siedział na brzegu łóżka, zapinając koszulę. Lena przesunęła palcami po jego plecach.

— Uciekasz?

— Robię kawę. To mój rozpaczliwy wkład w twój awans.

Pociągnęła go z powrotem. Upadł obok niej ze śmiechem, lecz śmiech ucichł, kiedy usiadła mu na biodrach. Jej włosy opadły na jego twarz, a on objął ją w talii.

— Mamy mało czasu — ostrzegł.

— Zawsze byłeś dobry pod presją.

Poranny pocałunek szybko stracił niewinność. Michał przesunął dłonie po jej udach, a Lena rozpięła dwa dopiero co zapięte guziki jego koszuli. Tym razem bliskość była wolniejsza i mniej gwałtowna, ale bardziej świadoma. Nie potrzebowali już pytać przy każdym ruchu; prowadzili się nawzajem gestami, naciskiem dłoni i szeptanymi prośbami.

Do biura weszli osobno.

Prezentacja trwała czterdzieści trzy minuty. Lena mówiła spokojnie, odpowiadała bez wahania i ani razu nie spojrzała w stronę Michała, dopóki prezes nie zamknął laptopa.

— Chcemy, żeby pani poprowadziła nowy dział — powiedział.

Dopiero wtedy odszukała Michała wzrokiem. Stał przy oknie i obracał w dłoni telefon. Uśmiechnął się ledwie zauważalnie.

Spotkali się kilka minut później przy windzie.

— Gratuluję, pani dyrektor.

— Dziękuję, były konkurencie.

— Były?

— Nie przyjęłam jeszcze stanowiska.

— Dlaczego?

— Lubię negocjować, kiedy mam mocne argumenty.

Drzwi windy otworzyły się. Weszli do środka sami. Lena nacisnęła parter, lecz Michał zatrzymał drzwi dłonią.

— A Praga? — zapytała.

— Poprosiłem o dwa dni.

— Rozsądnie.

— Nie znoszę, kiedy mówisz do mnie jak na spotkaniu.

Poprawiła mu krawat. Tym razem nie musiała sprawdzać, czy winda ma kamerę. Zamiast pocałunku nachyliła się do jego ucha.

— Dziś kończymy wcześniej.

Drzwi rozsunęły się na parterze. Lena wyszła pierwsza, a Michał ruszył za nią z miną człowieka, który właśnie zrozumiał, że najważniejsza decyzja nie czeka na niego w Pradze.

Nie wiedzieli jeszcze, czy zaryzykują wspólną przyszłość. Wiedzieli tylko, że następnej nocy nie zamierzają zmarnować na pracę.

Podobne wpisy