Kobieta w czarnej sukience i mężczyzna siedzą przy stoliku z winem w nocnej restauracji.

Jeszcze jeden wieczór – spotkanie z byłym po latach

Kobieta dotykająca szyi podczas zmysłowego wieczornego spotkania
Dawne emocje wracają wraz z każdym drobnym gestem.

„Jeszcze jeden wieczór” to romantyczne opowiadanie erotyczne o dwojgu ludzi, którzy kilka lat po bolesnym rozstaniu ponownie siadają naprzeciwko siebie. Spotkanie miało zakończyć się na jednym drinku, oddaniu starego klucza i krótkiej rozmowie bez wracania do wspólnych wspomnień. Wystarcza jednak kilka spojrzeń, pozornie przypadkowy dotyk i jedno niewygodne pytanie, aby dawne emocje obudziły się z zaskakującą siłą. Oboje czują, że tej nocy mogą ostatecznie zamknąć przeszłość — albo ponownie otworzyć drzwi, których już nigdy nie mieli przekroczyć.

Czas czytania: ok. 11 min | Kategoria: Romantyczne | Opowiadanie dla dorosłych 18+

Miała jedynie oddać mu stary klucz, wypić jednego drinka i wyjść, zanim wspomnienia zaczną mówić głośniej od rozsądku. Jednak pięć lat rozłąki nie wystarczyło, żeby Julia zapomniała, jak Adam na nią patrzył ani co działo się z jej ciałem, gdy skracał dzielący ich dystans. To pikantne opowiadanie erotyczne o dawnej miłości jest historią spotkania, podczas którego niewypowiedziane słowa, dawne urazy i wciąż żywe pożądanie prowadzą dwoje dorosłych ludzi znacznie dalej, niż którekolwiek z nich planowało.

Wiadomość przyszła o dziewiętnastej dwanaście.

Jestem już. Stolik pod lustrem.

Julia przeczytała ją dwukrotnie, stojąc po przeciwnej stronie ulicy. Przez zaparowaną szybę baru widziała tylko fragment jego sylwetki: białą koszulę, ciemną marynarkę przewieszoną przez oparcie krzesła i dłoń obejmującą niską szklankę. Pięć lat temu rozpoznałaby go nawet po cieniu. Teraz wmówiła sobie, że potrzebowała kilku sekund.

Miała trzydzieści pięć lat, własną pracownię projektową, niedawno spłacone mieszkanie i wystarczająco dużo rozsądku, żeby nie wchodzić do środka. Mimo to poprawiła płaszcz, przeszła przez ulicę i nacisnęła klamkę.

Adam zauważył ją niemal od razu. Wstał, ale nie ruszył na powitanie. Miał trzydzieści dziewięć lat, krótsze włosy i kilka nowych zmarszczek przy ustach. Poza tym wyglądał niebezpiecznie znajomo.

— Cześć — powiedział.

— Tylko tyle wymyśliłeś przez pięć lat?

Kącik jego ust drgnął, natomiast spojrzenie pozostało poważne.

— Miałem kilka lepszych wersji. Żadna nie przeżyła chwili, w której cię zobaczyłem.

— Nadal nieźle improwizujesz.

— A ty nadal udajesz, że komplementy na ciebie nie działają.

Julia usiadła naprzeciwko. Między nimi znajdował się niewielki stolik, płomień świecy i zdecydowanie za mało miejsca na bezpieczną rozmowę. Wyjęła z torebki stary mosiężny klucz, a następnie położyła go na blacie.

— Proszę. Znalazłam go w pudełku z dokumentami.

Adam nie sięgnął po klucz. Zamiast tego obserwował jej palce.

— Mogłaś wysłać go pocztą.

— Ty mogłeś poprosić kuriera.

— Mogłem.

— A jednak napisałeś.

— A ty przyszłaś.

Kelnerka przyniosła karty. Julia zamówiła czerwone wino, chociaż jeszcze przed wejściem postanowiła, że weźmie wodę. Kiedy zostali sami, Adam przesunął opuszką palca po kluczu. Metal obrócił się na drewnianym blacie.

— Jutro oddaję mieszkanie nowym właścicielom — wyjaśnił. — To ostatni klucz.

— Zawsze miałeś talent do robienia symbolu ze zwykłych rzeczy.

— Nauczyłem się od ciebie.

— Ja przynajmniej wiedziałam, kiedy przestać.

Przez moment z jego twarzy zniknął lekki uśmiech.

— Naprawdę?

Pytanie trafiło celniej, niż powinno. Julia sięgnęła po kieliszek. Kiedy poprawiała sukienkę, jej kolano musnęło jego nogę pod stołem. Mogła się cofnąć, lecz nie zrobiła tego od razu. Adam także pozostał nieruchomy.

— Ile zostajesz w Warszawie? — zapytała.

— Jeden wieczór. Jutro rano mam samolot.

— Oczywiście.

— Nie mów tego takim tonem.

— Jakim?

— Jakbyś przez pięć lat czekała, żeby ponownie oskarżyć mnie o wyjazd.

— Nie czekałam. Przez większość czasu świetnie radziłam sobie z zapominaniem, że istniejesz.

Adam pochylił się nad stolikiem. Wówczas Julia poczuła zapach jego wody kolońskiej — inny niż dawniej, ale z tą samą drzewną nutą, którą kiedyś odnajdywała na własnej skórze jeszcze długo po jego wyjściu.

— A przez resztę? — zapytał.

Pięć lat nagle skurczyło się do szerokości niewielkiego stołu.

— Przez resztę byłam zajęta żałowaniem, że nie wyrzuciłam tego klucza.

— A jednak go zachowałaś.

— Lubię mieć dowody popełnionych błędów.

— Ja też — odpowiedział cicho, nie odrywając od niej wzroku.

Rozmowa omijała ważne sprawy, ale bez przerwy o nie zahaczała. Mówili o pracy, wspólnych znajomych i miejscach, które zdążyły zmienić nazwy. Adam opowiadał o Kopenhadze, ona o otwarciu pracowni. Ani razu nie zapytali, z kim byli przez minione pięć lat, ponieważ oboje wiedzieli, że przekroczenie tej granicy zmieniłoby charakter spotkania.

Chociaż nie wypili nawet połowy wina, Julia zaczynała wyraźniej odczuwać jego obecność. Widziała sposób, w jaki zatrzymywał wzrok na jej ustach, zanim odpowiedział. Dostrzegała również, że za każdym razem, gdy przesuwała nogę pod stołem, jego palce mocniej obejmowały kieliszek.

Kiedy wstała, żeby pójść do toalety, Adam odsunął jej krzesło. Jego dłoń spoczęła na moment na jej talii. Gest mógł uchodzić za uprzejmy, jednak jego kciuk przesunął się po materiale sukienki odrobinę za wolno.

Julia zatrzymała się.

— Przepraszam — powiedział, chociaż nie cofnął ręki.

— Nie brzmisz, jakbyś żałował.

— Bo nie żałuję. Pytanie, czy powinienem.

Spojrzała na jego palce, a następnie prosto w oczy.

— Jeszcze nie wiem.

Kiedy wróciła, czekał na nią drugi kieliszek wina i ten sam uważny wzrok. Tym razem usiadła bliżej krawędzi krzesła. Ich kolana ponownie się zetknęły, lecz żadne nie udawało już, że to przypadek.

Klucz, który wciąż pasował

Gdy wyszli z baru, deszcz spływał po chodnikach szerokimi strugami. Julia sprawdziła aplikację, ale najbliższa taksówka miała przyjechać dopiero za dwadzieścia siedem minut.

— Mieszkanie jest dwie ulice stąd — powiedział Adam. — Możemy tam poczekać.

— Puste mieszkanie, noc i była dziewczyna. Nie straciłeś subtelności.

— Gdybym próbował cię uwieść, nie wspominałbym o pustym mieszkaniu.

— A co byś powiedział?

Adam zbliżył się, żeby osłonić ją parasolem. Jego ramię dotknęło jej ramienia.

— Że nadal stoi tam granatowy fotel, na którym pierwszy raz zdjęłaś przede mną sukienkę.

Julia uniosła brwi.

— Właśnie próbujesz mnie uwieść.

— Teraz już tak.

Powinna była się roześmiać, odejść pod pobliski daszek i poczekać na taksówkę. Jednak kilkanaście minut później wspinała się za nim po schodach znajomej kamienicy.

W mieszkaniu nie było granatowego fotela. Zostały nagie ściany, dwa kieliszki, butelka wina i cienki materac w sypialni. Miasto za oknami rozpływało się w deszczu oraz świetle latarni. Adam zapalił niewielką lampę stojącą na podłodze. Ciepłe światło wydobyło z półmroku linię jego szyi i rozpięty guzik koszuli.

— Naprawdę przygotowałeś wino? — zapytała.

— Zostało po pakowaniu.

— A dwa kieliszki?

— Jestem niepoprawnym optymistą.

Julia zdjęła płaszcz. Adam odebrał go od niej, przy czym palcami musnął odsłonięty kark. Tym razem nie udawał, że był to przypadek. Nie cofnął dłoni, natomiast ona nie odsunęła się ani o krok.

— Pamiętasz ostatni wieczór tutaj? — zapytał.

— Nie chcę pamiętać.

— Ja pamiętam każde słowo.

— W takim razie powinieneś pamiętać, że kazałam ci wyjść.

— A ty powinnaś pamiętać, że przez dziesięć minut stałem po drugiej stronie drzwi.

Julia odwróciła się gwałtownie.

— Czekałeś, żebym cię zatrzymała, po tym jak oznajmiłeś, że przyjąłeś pracę w innym kraju? Nie zapytałeś mnie o zdanie. Wszystko ustaliłeś sam.

— Chciałem, żebyś pojechała ze mną.

— Chciałeś, żebym porzuciła pracę i dopasowała się do gotowego planu.

— Chciałem usłyszeć, że spróbujemy.

— A ja chciałam, żebyś mnie o to poprosił, zanim kupisz bilet!

Jej słowa odbiły się od pustych ścian. Adam odłożył kieliszek i podszedł bliżej.

— Gdybym wtedy poprosił, pojechałabyś?

— Nie wiem.

— Kłamiesz.

— Nie masz prawa…

— Nadal zaciskasz usta dokładnie tak samo, kiedy nie chcesz odpowiedzieć.

Był już tak blisko, że czuła bijące od niego ciepło. Złość mieszała się z czymś znacznie mniej rozsądnym. Julia położyła dłonie na jego piersi, jakby zamierzała go odepchnąć, lecz pod cienką koszulą wyczuła napięte mięśnie. Adam spojrzał na jej usta.

— Powiedz, żebym się odsunął — odezwał się ciszej.

— Sam powinieneś wiedzieć.

— Nie chcę znowu decydować za ciebie.

Jego palce przesunęły się po jej talii, a następnie zatrzymały na biodrach. Nie przyciągnął jej. Czekał, chociaż widziała, ile kosztowała go ta bezczynność.

Julia zacisnęła dłonie na jego koszuli.

— Nie odchodź — powiedziała.

Pocałował ją natychmiast.

Nie było w tym ostrożności właściwej pierwszemu pocałunkowi. Ich usta spotkały się zachłannie, jakby każde próbowało jednocześnie odzyskać stracone lata i ukarać drugie za nieobecność. Adam objął ją mocniej. Julia wsunęła palce w jego włosy i przyciągnęła go do siebie, aż przestało być jasne, kto prowadził.

Cofnęła się o krok, opierając plecy o ścianę. Adam położył dłoń obok jej głowy, natomiast drugą przesunął po odkrytym ramieniu. Jego usta odnalazły miejsce tuż pod jej uchem, które zawsze zdradzało ją najszybciej.

— Nadal pamiętasz — wyszeptała.

— Zdecydowanie za dużo.

Pocałował jej szyję wolniej, niemal drażniąco. Gdy Julia przymknęła oczy, jego dłoń przesunęła się z biodra na udo, zatrzymując pod brzegiem sukienki. Nie posunął się dalej, jednak samo oczekiwanie wystarczyło, by mocniej zacisnęła palce na jego koszuli.

Po chwili chwyciła go za kołnierzyk i odsunęła na tyle, żeby na nią spojrzał.

— Nie dotykaj mnie jak wspomnienia.

— Nie potrafiłbym.

— W takim razie przestań być taki ostrożny.

Ponownie przywarł ustami do jej ust. Tym razem jego dłoń wsunęła się pod materiał sukienki i objęła nagie udo. Julia przyciągnęła go bliżej, świadomie dociskając biodra do jego ciała. Poczuła, jak urywa mu się oddech.

— Tego też nie zapomniałeś? — zapytała przy jego ustach.

— Nie prowokuj mnie, jeśli zamierzasz za chwilę uciec.

— A wyglądam, jakbym chciała uciekać?

Odpowiedział pocałunkiem. Tymczasem jej palce rozpięły pierwszy guzik jego koszuli, potem drugi i trzeci. Gdy dotknęła nagiej piersi, Adam zacisnął dłoń na jej udzie mocniej.

— Uważaj — szepnęła.

— Właśnie próbuję przestać.

Nie dotykaj mnie jak wspomnienia

Adam stanął za nią przed wysokim lustrem pozostawionym w przedpokoju. Przez kilka długich sekund nie dotykał jej wcale. W odbiciu widziała jego rozpiętą koszulę, własne zaróżowione policzki i dłoń zawieszoną tuż nad zamkiem sukienki.

— Mogę? — zapytał.

Julia odpowiedziała skinieniem, jednak Adam nadal czekał.

— Powiedz.

— Rozepnij ją.

Zamek przesuwał się w dół powoli. Materiał poluzował się na ramionach, odsłaniając plecy. Adam musnął ustami jej kark, po czym zaczął przesuwać pocałunki wzdłuż kręgosłupa. Julia obserwowała w lustrze jego dłonie obejmujące jej talię. To, że widziała każdy ruch, czyniło dotyk jeszcze bardziej intymnym.

Sukienka opadła niżej, lecz przytrzymała ją na biodrach.

— Dlaczego przestałeś? — zapytała.

— Chcę zobaczyć, czy znowu każesz mi czekać.

Puściła materiał. Czarna sukienka osunęła się na podłogę.

Spojrzenie Adama przesunęło się po koronkowej bieliźnie, po linii bioder i nogach w butach na obcasie. Nie próbował ukryć pożądania. Właśnie dlatego Julia odwróciła się do niego powoli i oparła plecami o lustro.

— Na co jeszcze czekasz?

Nie musiała powtarzać.

Adam objął ją i uniósł, sadzając na szerokim parapecie. Chłód kamienia kontrastował z gorącem jego dłoni. Stanął między jej kolanami, natomiast Julia oplotła go nogami i przyciągnęła do siebie.

Pocałunek stał się głębszy. Jego palce przesunęły się po wewnętrznej stronie jej uda, zatrzymując się tuż przed miejscem, w którym najbardziej pragnęła poczuć ich dotyk. Następnie cofnęły się, pozostawiając po sobie dokuczliwy niedosyt.

— Robisz to specjalnie — wyszeptała.

— Co?

— Zatrzymujesz się.

— Przez pięć lat wyobrażałem sobie, co zrobię, jeśli jeszcze kiedyś pozwolisz mi się dotknąć. Nie zamierzam się spieszyć.

— Pięć lat temu nie miałeś tyle cierpliwości.

— Pięć lat temu byłem idiotą.

— Tylko wtedy?

Zaśmiał się krótko, prosto w jej usta. Julia rozpięła mu pasek, nie odrywając od niego wzroku. Jego uśmiech natychmiast zniknął, a dłoń spoczywająca na jej udzie zacisnęła się mocniej.

— Teraz kto robi to specjalnie?

— Ja nigdy nie udawałam cierpliwej.

Zsunęła jego koszulę z ramion. Adam przyciągnął ją bliżej i pocałował pod obojczykiem. Jego usta schodziły coraz niżej, centymetr po centymetrze, a każdy pocałunek trwał odrobinę dłużej, niż się spodziewała. Julia odchyliła głowę, czując, jak resztki oporu ustępują miejsca narastającemu pragnieniu.

Kiedy rozpiął koronkę na jej plecach, spojrzał na nią pytająco. Zamiast odpowiadać, Julia sama zsunęła ramiączka. Materiał opadł między nich.

— Patrz na mnie — powiedziała.

Uniósł głowę. W jego twarzy dostrzegła ten sam głód, który pamiętała, ale tym razem nie było w nim dawnej pewności siebie. Adam czekał na każdy gest i każdą odpowiedź jej ciała.

Julia dotknęła jego policzka.

— Nadal jestem na ciebie zła.

— Wiem.

— Nie chcę, żeby ta noc była próbą wykreślenia przeszłości.

— Nie jest.

— I nie chcę, żeby była pożegnaniem.

— Ja też nie.

— To nie jest obietnica.

— Julio…

— Przestań mówić i mnie pocałuj.

Spełnił jej żądanie. Tym razem zrobił to wolniej, z drażniącą dokładnością. Jego dłonie przesuwały się po jej nagiej skórze, jakby ponownie uczył się jej ciała, lecz coraz częściej odnajdywały miejsca, których najwyraźniej nigdy nie zapomniał. Julia nie pozostawała mu dłużna. Przesuwała ustami po jego szyi i ramieniu, a paznokciami kreśliła ślady na plecach.

Po chwili Adam zsunął ją z parapetu i poprowadził w stronę sypialni, nie przerywając pocałunku. Po drodze Julia zgubiła jeden but, natomiast drugi zdjęła sama i odrzuciła pod ścianę.

Materac leżał pośrodku pustego pokoju. Za oknem deszcz miarowo uderzał o parapet. Adam usiadł, przyciągając ją na swoje kolana. Julia czuła jego dłonie na biodrach, jego usta na piersi i własne ciało reagujące na każdy kolejny dotyk szybciej, niż chciała przyznać.

— Z iloma kobietami byłeś tutaj po mnie? — zapytała.

Adam uniósł głowę.

— W tym mieszkaniu? Z żadną.

— Nie wierzę ci.

— Dlatego je sprzedałem. Wszystko tutaj przypominało mi ciebie.

Julia chciała odpowiedzieć czymś ironicznym, ale jego usta ponownie dotknęły jej skóry, odbierając słowom znaczenie. Zacisnęła palce na jego ramionach. Wiedział, kiedy przytrzymać ją mocniej, gdzie zatrzymać dłoń i jak długo zwlekać, zanim spełni nieme żądanie.

— Adam…

— Powiedz mi, czego chcesz.

— Nie każ mi tego mówić.

— Kiedyś zawsze mówiłaś.

Julia przesunęła ustami po jego uchu.

— Chcę, żebyś przestał się powstrzymywać.

To wystarczyło.

Później nie potrafiłaby wskazać chwili, w której zniknęły ostatnie warstwy ubrania. Pamiętała rozgrzaną skórę pod dłońmi, ciężar jego ciała, pocałunki na szyi i sposób, w jaki wypowiadał jej imię, jakby przez pięć lat nie używał tego słowa. Ich bliskość była gwałtowna, lecz nie pozbawiona uważności. Pojawiały się krótkie pytania, odpowiedzi szeptane przy ustach oraz świadome gesty, którymi prowadziła jego dłonie dokładnie tam, gdzie pragnęła ich najbardziej.

Kiedy wreszcie przestali kontrolować tempo, wszystko poza nimi straciło znaczenie. Julia przyciągała go mocniej przy każdym ruchu, coraz mniej przejmując się ciszą pustego mieszkania. Adam całował ją, tłumiąc jej głos, aż sama odsunęła jego usta. Chciała usłyszeć, jak razem z nią traci nad sobą panowanie.

Później długo leżeli blisko. Dłoń Adama spoczywała na jej nagim biodrze, a palce zataczały powolne kręgi na skórze. Julia oparła głowę na jego piersi i przez chwilę słuchała nierównego bicia serca.

— Nie tak wyobrażałam sobie oddawanie klucza — powiedziała.

— Mogę poprosić o opinię w internecie.

— Obsługa bezczelna. Lokal prawie pusty.

— Ale wróciłabyś?

Julia uniosła głowę.

— Nie psuj tego pytaniami o jutro.

Zanim Adam odpowiedział, jego telefon rozświetlił podłogę. Na ekranie pojawiło się przypomnienie:

Odprawa na lot do Kopenhagi. 6:40.

Julia znieruchomiała.

— Znowu Kopenhaga?

— Julio…

— O której zamierzałeś mi powiedzieć?

— Pytałaś, czy jutro lecę. Powiedziałem, że tak.

— Nie powiedziałeś dokąd.

Wstała i sięgnęła po sukienkę. Adam usiadł na materacu.

— Posłuchaj mnie.

— Znam tę część. Masz samolot, gotowy plan i świetny powód, żeby niczego nie obiecywać.

— Ten lot nie oznacza tego, co myślisz.

— Pięć lat temu powiedziałeś dokładnie to samo.

Rano nie było częścią umowy

Julia zdążyła włożyć sukienkę, ale nie mogła znaleźć drugiego buta. Chodziła po mieszkaniu boso, wściekła przede wszystkim na siebie. Adam dogonił ją w przedpokoju. Miał na sobie tylko spodnie, natomiast koszulę trzymał w dłoni.

— Lecę zamknąć biuro — powiedział.

— W środku nocy nie mam ochoty słuchać o twojej pracy.

— Jest druga siedemnaście.

— Jeszcze gorzej.

— Kontrakt skończył mi się miesiąc temu. Wracam do Warszawy.

Julia znieruchomiała.

— Co?

— Wynająłem tu pracownię. Za dwa tygodnie zaczynam. Jutro lecę podpisać ostatnie dokumenty, spakować rzeczy i pożegnać zespół.

— Dlaczego nie powiedziałeś tego wcześniej?

— Bo nie chciałem, żebyś została tylko dlatego, że wracam.

— Uznałeś więc, że ponownie podejmiesz wszystkie decyzje sam, a mnie poinformujesz później?

Adam przetarł twarz dłonią.

— Masz rację. Powinienem był powiedzieć.

— To mało satysfakcjonujące, kiedy przyznajesz mi rację bez kłótni.

— Mogę spróbować jeszcze raz. Jesteś uparta, niesprawiedliwa i wyglądasz obłędnie w tej sukience, szczególnie kiedy jesteś na mnie wściekła.

— Lepiej.

Stanęli naprzeciwko siebie. Julia nadal trzymała płaszcz, jednak już go nie zakładała.

— Wróciłeś przeze mnie? — zapytała.

— Nie. Wróciłem, bo tego chciałem. Natomiast napisałem do ciebie, ponieważ odkąd podjąłem tę decyzję, nie potrafiłem przestać myśleć o tym, czy mamy jeszcze jakąś szansę.

— Jedna noc nie naprawi pięciu lat.

— Wiem.

— Nie możemy zacząć dokładnie tam, gdzie skończyliśmy.

— Też tego nie chcę. Tamto miejsce było okropne.

Julia parsknęła śmiechem, chociaż próbowała się powstrzymać. Adam podszedł o krok bliżej.

— Nie mam gotowego planu — powiedział. — Tym razem naprawdę nie mam. Mogę jedynie zapytać, czy kiedy wrócę, zjesz ze mną kolację.

— Kolację?

— Normalną. Przy stole. W ubraniach.

— Brzmi mało zachęcająco.

— Możemy negocjować ubrania.

Julia popatrzyła na niego spod opuszczonych rzęs. Złość nie zniknęła, ale straciła ostre krawędzie. Podeszła bliżej i wsunęła palce pod rozpiętą koszulę, którą zdążył narzucić na ramiona.

— Za dwanaście dni? — upewniła się.

— Za dwanaście.

— Nie spóźnij się.

— Będę godzinę wcześniej.

— Tego też nie rób. Nie lubię, kiedy ktoś na mnie czeka.

— Kłamiesz.

— Adam?

— Tak?

— Teraz możesz mnie pocałować.

Objął ją w talii i przyciągnął do siebie. Pocałunek miał być krótki, jednak Julia rozchyliła usta i wsunęła dłonie pod jego koszulę. Adam odpowiedział natychmiast. Cofnęli się aż do kuchennego blatu. Posadził ją na nim, a sukienka podsunęła się wysoko na jej uda.

— Miałeś samolot — przypomniała, kiedy jego usta przesunęły się po jej szyi.

— Mam jeszcze cztery godziny.

— Nie kuś losu.

— To ty siedzisz półnaga na moim blacie.

— Mam na sobie sukienkę.

— W bardzo umowny sposób.

Julia przyciągnęła go bliżej nogami. Pozwoliła mu całować się jeszcze przez długą chwilę. Jego dłonie ponownie wsunęły się pod materiał, tym razem śmielej, natomiast ona przez kilka sekund nie robiła nic, żeby je zatrzymać. Dopiero gdy Adam zaczął rozpinać jej sukienkę, złapała go za nadgarstek.

— Reszta za dwanaście dni.

Spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— To okrutne.

— Chciałeś napięcia i oczekiwania.

— Nie przypominam sobie.

— Przez pięć lat wyobrażałeś sobie, co zrobisz, jeśli ponownie pozwolę ci się dotknąć. Teraz możesz przez dwanaście dni zastanawiać się, na co pozwolę ci następnym razem.

Zsunęła się z blatu, poprawiła sukienkę i znalazła zgubiony but pod pustym regałem. Adam odprowadził ją na dół. Deszcz ustał, a powietrze pachniało mokrym asfaltem.

Przy zamówionej taksówce Julia wyjęła z kieszeni stary mosiężny klucz. Musiała zabrać go ze stołu w barze bezwiednie. Wcisnęła go Adamowi w dłoń i zamknęła na nim jego palce.

— Następnym razem zacznij od kolacji — powiedziała.

— A jak mam skończyć?

Julia wspięła się na palce i pocałowała go mocno, zostawiając mu na ustach smak wina oraz obietnicę, której nie zamierzała jeszcze wypowiadać.

— Masz dwanaście dni, żeby mnie przekonać.

Wsiadła do samochodu. Zanim taksówka ruszyła, telefon zawibrował w jej dłoni.

Jeszcze jeden wieczór?

Julia spojrzała na stojącego przy krawężniku Adama i odpisała:

Nie. Tym razem zarezerwuj cały weekend…

Podobne wpisy

Dodaj komentarz