Anna i Tomasz podczas wieczoru w hotelowym barze na delegacji

Delegacja – romans w podróży służbowej

Kieliszki wina i obejmujący się współpracownicy podczas wieczoru na delegacji
Dwa kieliszki wina, hotelowy półmrok i chwila, która zmienia służbową relację.

„Delegacja” to opowiadanie erotyczne o romansie w pracy, który miał nigdy nie wyjść poza niewinne żarty między trzydziestopięcioletnią Anną i jej trzydziestodziewięcioletnim współpracownikiem Tomaszem. Dwudniowy wyjazd do obcego miasta miał oznaczać prezentację, kolację z klientem i szybki powrót do domu. Jednak gdy spotkanie kończy się wcześniej, zostają sami w hotelowym barze, pierwszy raz poza biurem i bez codziennych ról. Wystarczy kilka zdań, by odkryli, że od miesięcy oboje udają dokładnie to samo.

Czas czytania: ok. 10 min | Kategoria: Zakazane relacje | Opowiadanie dla dorosłych 18+

Anna zauważyła Tomasza przy recepcji, kiedy próbował przekonać pracownika hotelu, że rezerwacja obejmowała dwa pokoje, a nie jeden.

— Nie — mówił spokojnie. — Jestem pewien, że nie zamawiałem apartamentu dla nowożeńców.

Recepcjonista wyglądał na coraz bardziej zakłopotanego.

Anna zatrzymała walizkę.

— Chcesz mi coś powiedzieć?

Tomasz odwrócił się.

— Tak. Dział administracji najwyraźniej postanowił przyspieszyć naszą znajomość.

Miał trzydzieści dziewięć lat i od dwóch pracował w tej samej firmie co Anna. Ona prowadziła projekty marketingowe, on zajmował się sprzedażą dla największych klientów. Spotykali się niemal codziennie. Kłócili o terminy, poprawiali sobie prezentacje i pili zdecydowanie za dużo kawy z automatu stojącego obok sali konferencyjnej.

Nigdy jednak nie byli razem na delegacji.

— Co dokładnie się stało? — zapytała.

— System pokazuje jeden pokój.

— System może sobie pokazywać.

— Właśnie negocjuję z systemem.

Recepcjonista uniósł rękę.

— Mamy jeszcze wolny jednoosobowy pokój na czwartym piętrze.

— Biorę — powiedziała Anna.

Tomasz spojrzał na nią.

— Mogę wziąć ten mniejszy.

— Dlaczego?

— Jestem dżentelmenem.

— Jesteś metr dziewięćdziesiąt. W małym pokoju będziesz spał na stojąco.

— To bardzo szlachetne z twojej strony.

Po kilku minutach sprawa została rozwiązana. Anna otrzymała niewielki pokój na czwartym piętrze, Tomasz większy na piątym.

— Zaczynamy znakomicie — powiedziała, kiedy weszli do windy.

— Mogło być gorzej.

— Jak?

— Recepcjonista mógł powiedzieć, że została tylko jedna kołdra.

Parsknęła śmiechem.

Drzwi windy zamknęły się.

Dopiero wtedy uświadomiła sobie, jak dziwnie wyglądał Tomasz bez marynarki i identyfikatora wiszącego na szyi. Nadal był tym samym człowiekiem, z którym potrafiła przez dwadzieścia minut dyskutować o jednym slajdzie, ale poza biurem coś się zmieniało.

Może chodziło o miejsce.

A może o to, że nie miała gdzie uciec do kolejnego spotkania.

— O osiemnastej lobby? — zapytał.

— Kolacja z klientem jest o dziewiętnastej.

— Wiem.

— To dlaczego osiemnasta?

— Żebyś zdążyła powiedzieć mi, co zrobiłem źle w prezentacji.

— Potrzebuję więcej czasu.

— Siedemnasta trzydzieści?

Winda zatrzymała się.

Anna wyszła, odwróciła się i przytrzymała drzwi dłonią.

— Osiemnasta.

— Czyli jednak mam szansę.

— Minimalną.

Drzwi zamknęły się między nimi.

W swoim pokoju Anna rozpakowała walizkę i przez chwilę stała przed lustrem.

To była tylko delegacja.

Powtórzyła to sobie drugi raz.

Z jakiegoś powodu za trzecim zabrzmiało mniej przekonująco.

Kolacja przebiegła znacznie lepiej, niż się spodziewali. Klient podpisał wstępne ustalenia, prezentacja zakończyła się bez problemów, a o dwudziestej pierwszej Anna i Tomasz byli z powrotem w hotelu.

Powinni pójść do swoich pokoi.

Tomasz zatrzymał się przy wejściu do baru.

— Jeden drink?

Anna spojrzała na windę.

Potem na niego.

— Jeden.

— Wyjątkowo często słyszę dziś to słowo.

— Nie wykorzystuj sytuacji.

— Nigdy.

Usiedli przy wysokim stoliku przy oknie.

Miasto za szybą było obce i anonimowe. Nikt ich tutaj nie znał. Nikt nie mógł wejść do baru i zapytać, czy raport kwartalny jest już gotowy.

Anna zdjęła marynarkę.

— To dziwne.

— Co?

— Pierwszy raz rozmawiamy i nikt nam nie przeszkadza.

— Poczekaj. Zaraz zadzwoni Paweł.

— Jeżeli to wywołałeś, wracasz jutro pociągiem.

Tomasz wyciszył telefon.

— Gotowe.

Kelner postawił przed nimi kieliszki.

— Za klienta — powiedział Tomasz.

— Za premię.

— Romantyczka.

Stuknęli szkłem.

— Nie mówiłeś, że planujesz odejść — powiedziała po chwili Anna.

Tomasz znieruchomiał.

— Skąd wiesz?

— Przypadkiem widziałam otwartą ofertę pracy na twoim monitorze.

— Zaglądasz mi w komputer?

— Masz dwudziestosiedmiocalowy ekran skierowany na środek pokoju. Trudno nie zaglądać.

— Rozważam zmianę.

— Dlaczego nic nie powiedziałeś?

Tomasz uniósł kieliszek.

— Dlaczego miałbym?

Anna chciała odpowiedzieć natychmiast.

Nie zrobiła tego.

To pytanie miało zdecydowanie zbyt wiele możliwych odpowiedzi.

Po godzinach

— Myślałem, że będziesz zadowolona — powiedział Tomasz.

— Dlaczego?

— Skończą się nasze wojny o terminy.

— Nie sądziłam, że traktujesz je poważnie.

— Nie traktuję.

— Więc?

Spojrzał na nią.

— Właśnie.

Anna oparła łokcie na stoliku.

— Bardzo nie lubię, kiedy próbujesz być tajemniczy.

— Nie próbuję.

— To jeszcze gorzej.

Uśmiechnął się.

Jednak tym razem szybko spoważniał.

— Dostałem ofertę z firmy w Gdańsku.

— Dobrą?

— Bardzo.

— Przyjmiesz?

— Nie wiem.

— Tomasz, proponują ci lepszą pracę i nie wiesz?

— Pieniądze to nie wszystko.

— Ktoś z działu sprzedaży właśnie powiedział, że pieniądze to nie wszystko. Powinnam to nagrać.

Zaśmiał się.

— Wiesz, że nie o to chodzi.

— Nie wiem.

Przez chwilę patrzył w stronę okna.

— Mam tutaj kilka powodów, żeby zostać.

Anna poczuła, że powinna zmienić temat.

Nie zrobiła tego.

— Jakich?

— Naprawdę mam wymieniać?

— Zadałam pytanie.

Tomasz przesunął palcem po krawędzi kieliszka.

— Lubię zespół.

— Fascynujące.

— Mam dobre projekty.

— Jeszcze lepiej.

— I jest jedna osoba, której prawdopodobnie brakowałoby mi bardziej, niż powinno.

Anna spuściła wzrok.

— Pewnie Paweł.

— Zdecydowanie.

— Wzruszające.

Zapadła cisza.

Tomasz pochylił się nieco bliżej.

— Możemy nadal udawać, jeśli chcesz.

— Co udawać?

— Właśnie to.

Anna podniosła wzrok.

— Bardzo ryzykowne zdanie.

— Wiem.

Od miesięcy istniały momenty, których żadne z nich nie komentowało. Zbyt długie rozmowy po spotkaniach. Wiadomości wysyłane wieczorem, które zaczynały się od spraw zawodowych, a kończyły na muzyce, filmach albo narzekaniu na sąsiadów. Kawa kupowana przypadkiem zawsze dla dwóch osób.

Nie było w tym niczego, czego nie dałoby się rozsądnie wyjaśnić.

Do tej chwili.

— Jesteśmy współpracownikami — powiedziała.

— Tak.

— I jutro mamy razem prezentację.

— Tak.

— To fatalny pomysł.

— Prawdopodobnie.

Anna westchnęła.

— Nie pomagasz.

— Nie chcę cię przekonywać.

To ją zatrzymało.

— Nie?

— Jeżeli cokolwiek ma się między nami wydarzyć, chcę wiedzieć, że oboje tego chcemy. Nie dlatego, że jesteśmy w hotelu. Nie dlatego, że wypiliśmy kieliszek wina. I nie dlatego, że jutro mogę przyjąć inną pracę.

Anna długo na niego patrzyła.

Wreszcie odstawiła kieliszek.

— To najbardziej rozsądna rzecz, jaką powiedziałeś od dwóch lat.

— Czyli kończymy wieczór?

— Nie powiedziałam tego.

Tomasz uniósł brwi.

Anna się uśmiechnęła.

— Możemy się przejść.

— Jest prawie dwudziesta druga.

— Boisz się?

— Ciebie? Od dawna.

Wyszli z hotelu.

Szli bez konkretnego celu, najpierw wzdłuż szerokiej ulicy, później przez niewielki plac pełen restauracyjnych ogródków. Rozmawiali o wszystkim, o czym w biurze nie było miejsca rozmawiać.

O jego rozwodzie sprzed czterech lat.

O tym, że Anna od dawna unikała poważniejszych związków, bo poprzedni zakończył się nieustanną kontrolą i pretensjami.

O rodzicach.

O pierwszych pracach.

O tym, że Tomasz podobno umiał gotować.

— Podobno? — oburzył się.

— Nie mam dowodów.

— Zaprosiłbym cię na kolację.

— Ale?

— Ale podobno jesteśmy współpracownikami.

Spojrzała na niego.

— Jeszcze.

Tomasz zatrzymał się.

— To miała być sugestia?

— Sam interpretujesz klientów cały dzień. Poradzisz sobie.

Ruszyła dalej.

Dogonił ją po kilku krokach.

Kiedy wrócili do hotelu, było po dwudziestej trzeciej.

Winda nadjechała pusta.

Anna nacisnęła przycisk czwartego piętra.

Tomasz piątego.

Stali obok siebie.

Za blisko.

Drzwi zamknęły się.

Pomiędzy czwartym a piątym piętrem

Winda ruszyła.

Anna obserwowała zmieniające się cyfry.

Pierwsze piętro.

Drugie.

Tomasz stał obok niej, milczący po raz pierwszy od dłuższego czasu.

Trzecie.

Anna odwróciła głowę.

— To naprawdę ostatni moment, żeby zachować się rozsądnie.

— Wiem.

— I?

— Czekam, co zrobisz.

Drzwi otworzyły się na czwartym piętrze.

Anna zrobiła krok na korytarz.

Tomasz został w windzie.

Spojrzeli na siebie.

Było dokładnie tak, jak powinno być. Każde z nich mogło wrócić do swojego pokoju. Rano spotkaliby się na śniadaniu, później podczas prezentacji. Nikt nie musiałby niczego wyjaśniać.

Anna nacisnęła przycisk zatrzymujący drzwi.

— Tomasz.

— Tak?

— Chodź.

Wyszedł.

Winda zamknęła się za nim.

Przez kilka sekund stali pośrodku pustego korytarza.

— Jesteś pewna? — zapytał.

Anna podeszła bliżej.

— Tak.

Pocałowała go.

Tomasz odpowiedział dopiero po krótkiej chwili, jakby naprawdę potrzebował tego potwierdzenia. Potem objął ją w talii.

Pocałunek był zupełnie inny niż ich biurowe rozmowy. Nie było w nim ironii, rywalizacji ani żartów, za którymi można było się schować.

Anna wsunęła palce w jego włosy.

Odsunęli się od siebie dopiero po chwili.

— To nadal fatalny pomysł — szepnęła.

— Zdecydowanie.

— Dobrze.

Pocałowała go ponownie.

Dotarli pod drzwi jej pokoju znacznie wolniej, niż wynikałoby z długości hotelowego korytarza.

Anna przyłożyła kartę do czytnika.

Zielone światło.

Nie otworzyła od razu.

— Jeżeli wejdziesz, nie chcę jutro słyszeć, że to było przez delegację.

Tomasz spojrzał jej w oczy.

— Chciałem cię pocałować pierwszy raz osiem miesięcy temu.

— Kiedy?

— Po prezentacji dla zarządu.

— Tej, po której powiedziałam, że twoje liczby są absurdalne?

— Wtedy pomyślałem, że jesteś wyjątkowo pociągająca.

Anna pokręciła głową.

— Masz poważny problem.

— Prawdopodobnie.

Otworzyła drzwi.

— Wejdź.

Później oboje pamiętali drobiazgi lepiej niż kolejność wydarzeń.

Jej śmiech, kiedy Tomasz uderzył ramieniem w zbyt wąską szafę przy wejściu.

Jego dłoń przesuwającą się spokojnie po jej plecach.

Moment, w którym Anna zdjęła mu krawat i rzuciła go na fotel.

Pocałunek przy oknie, za którym światła obcego miasta rozmywały się w szybie.

Nie spieszyli się.

Kiedy napięcie stawało się zbyt silne, zatrzymywali się na chwilę, jakby oboje chcieli upewnić się, że ten wieczór nie jest jednym z tych, o których rano najlepiej byłoby zapomnieć.

Nie był.

Reszta nocy należała tylko do nich.

Rano Anna obudziła się pierwsza.

Przez kilka sekund nie wiedziała, dlaczego na fotelu leży męska koszula.

Potem przypomniała sobie wszystko.

Tomasz leżał obok.

— Patrzysz na mnie — powiedział z zamkniętymi oczami.

— Nie śpisz?

— Od dwóch minut.

— I udajesz?

— Chciałem sprawdzić, czy uciekniesz.

Anna usiadła.

— Jeszcze rozważam.

Otworzył oczy.

— Mamy prezentację o dziesiątej.

— Wiedziałam, że romantyzm kiedyś umrze.

— Mogę zamówić śniadanie.

— To przedłuży jego życie.

Tomasz podniósł się.

Przez chwilę żadne z nich nie żartowało.

— Anna.

— Wiem.

— Nie chcę robić z tego jednego hotelowego wieczoru.

— Ja też nie.

— Ale…

— Jest praca.

— Jest.

Spojrzała na niego.

— I oferta w Gdańsku.

— Jest.

— Przyjmiesz ją?

Tomasz milczał chwilę.

— Chyba tak.

Anna poczuła nieprzyjemny ucisk gdzieś pod żebrami.

— Rozumiem.

— To nie znaczy…

— Wiem.

— Nie, chyba nie wiesz.

Usiadł naprzeciwko niej.

— Właśnie dlatego mogę ją przyjąć.

Zmarszczyła brwi.

— Nie rozumiem.

— Jeżeli nadal będziemy pracować w jednym dziale, każde spotkanie między nami będzie skomplikowane. Nie chcę ukrywać się po hotelach ani zastanawiać, czy ktoś zauważył, że patrzę na ciebie o sekundę za długo.

— Czyli odchodzisz przeze mnie?

— Nie. Odchodzę, bo dostałem dobrą ofertę. Ale pierwszy raz widzę, że ta zmiana może też rozwiązać coś, czego wcześniej nie potrafiłem rozwiązać.

Anna przez chwilę nic nie mówiła.

— Daleko jest ten Gdańsk.

— Istnieją pociągi.

— Sprzedawca. Na wszystko masz odpowiedź.

— Nie na wszystko.

— Na co nie?

Tomasz pochylił się bliżej.

— Na przykład nie wiem, czy zgodzisz się zjeść ze mną kolację w piątek. Bez klienta. Bez prezentacji. Bez hotelowego baru.

Anna pozwoliła mu czekać kilka sekund.

— Zależy.

— Od czego?

— Od tego, czy naprawdę umiesz gotować.

Powrót nie był końcem

Prezentacja o dziesiątej wyszła znakomicie.

Nikt nie zauważył niczego szczególnego.

Przynajmniej tak im się wydawało.

W pociągu powrotnym siedzieli po przeciwnych stronach stolika. Anna odpowiadała na wiadomości, Tomasz pracował na laptopie.

Wyglądali jak dwoje zwykłych współpracowników wracających z delegacji.

Tylko czasami ich buty dotykały się pod stolikiem.

Ani razu żadne się nie odsunęło.

W poniedziałek Tomasz poinformował przełożonego o odejściu.

Trzy tygodnie później oddał firmowy komputer.

W ostatnim dniu pracy Anna znalazła na swoim biurku kartkę.

„Piątek, 19:00. Nie jest to spotkanie służbowe.”

Dopisała pod spodem:

„Zależy od menu.”

Tego wieczoru pierwszy raz przyjechała do jego mieszkania bez prezentacji w torbie i laptopa pod pachą.

Tomasz otworzył drzwi.

— Uprzedzam, że kolacja może mieć drobne opóźnienie.

— Dlaczego?

— Przeceniłem swoje umiejętności.

— Wiedziałam.

— Możemy zamówić jedzenie.

Anna weszła do środka.

— Nie.

— Nie?

— Chcę zobaczyć, jak próbujesz uratować sytuację.

— To może potrwać.

Zdjęła płaszcz.

— Nigdzie mi się nie spieszy.

Tomasz zatrzymał na niej wzrok.

Tym razem nie było już służbowego wyjazdu, hotelowej windy ani pytania, co wydarzy się następnego dnia w biurze.

Podszedł bliżej.

— Wiesz, co jest zabawne?

— Co?

— Najlepszy kontrakt, jaki zdobyłem w tamtym miesiącu, wcale nie był tym podpisanym na delegacji.

Anna uniosła brwi.

— Fatalny tekst.

— Miałem trzy tygodnie i nic lepszego nie wymyśliłem.

— To niepokojące.

Objęła go za szyję.

— Ale możesz spróbować jeszcze raz.

Tomasz pochylił się i pocałował ją.

Kolacja rzeczywiście była spóźniona.

Tym razem jednak żadne z nich nie miało następnego ranka prezentacji, klienta ani pociągu do złapania.

I właśnie wtedy Anna po raz pierwszy pomyślała, że delegacja wcale nie wyrwała ich na chwilę z prawdziwego życia.

Być może dopiero pozwoliła im do niego wejść.

Podobne wpisy