Pokój konferencyjny – romans między rywalami w pracy

Iga i Aleksander jadą do Gdańska jako doświadczeni menedżerowie, którzy mają uratować najważniejszy kontrakt firmy. Od lat potrafią współpracować tylko wtedy, gdy dzieli ich stół, harmonogram i bezpieczny dystans. Podczas nocnych przygotowań hotelowy pokój konferencyjny staje się jednak miejscem rozmowy, której żadne z nich nie planowało. Zawodowa rywalizacja skrywa pożądanie, a tajemnica Aleksandra może zakończyć ich relację nazajutrz — niezależnie od wyniku prezentacji i tego, co wydarzy się po zamknięciu drzwi.
Czas czytania: ok. 11 min | Kategoria: Zakazane relacje | Opowiadanie dla dorosłych 18+
— Jeśli jeszcze raz zmienisz kolejność moich slajdów, wyrzucę twój laptop do Motławy.
Iga odłożyła pilot do prezentacji i spojrzała na Aleksandra ponad długim stołem. Za oknami hotelowej sali konferencyjnej deszcz rozmywał światła gdańskiego nabrzeża.
— To służbowy komputer — przypomniał. — Księgowość będzie niezadowolona.
— Księgowość mnie lubi.
— W przeciwieństwie do mnie?
— Ciebie toleruje, bo przynosisz faktury na czas.
Aleksander zamknął laptop. Miał czterdzieści lat, granatowy garnitur bez krawata i irytująco spokojny głos. Iga, trzydziestoczteroletnia szefowa strategii, przez cztery lata nauczyła się rozpoznawać trzy rodzaje jego milczenia. To oznaczało, że coś ukrywa.
— Powinniśmy skończyć — powiedział.
— Prezentacja jest rano.
— Właśnie dlatego powinniśmy przespać więcej niż trzy godziny.
— Ty możesz iść. Ja poprawię zakończenie.
Nie ruszył się z miejsca.
— Nie zostawię cię samej.
— To sala konferencyjna, nie ciemny las.
— Z tobą bywa podobnie.
Iga chciała odpowiedzieć, lecz telefon Aleksandra zawibrował. Spojrzał na ekran i odrzucił połączenie.
— Berlin? — zapytała.
Jego dłoń zastygła na telefonie.
— Dlaczego Berlin?
— Bo od tygodnia wychodzisz z pokoju za każdym razem, kiedy dzwoni numer z niemieckim prefiksem. A dziś rano recepcjonistka podała ci kopertę od firmy rekrutacyjnej.
— Obserwujesz mnie?
— Zawodowo.
— Oczywiście.
Powtórzyła jego uśmiech, choć pod żartem kryło się coś niewygodnego. Przez kilka miesięcy pracowali nad połączeniem swoich działów. Jeśli Aleksander odchodził, powinien był jej powiedzieć. Jeśli zostawał, nadal byli kandydatami do jednego stanowiska.
— Dostałem ofertę — przyznał.
— Przyjąłeś?
— Jeszcze nie.
— Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
— Po jutrzejszym spotkaniu.
— Wspaniale. Najpierw wspólnie wygrywamy kontrakt, potem zostawiasz mi swój dział i dwadzieścia problemów personalnych.
— Byłem przekonany, że ucieszy cię brak konkurencji.
Iga podeszła do okna.
— Nie chodzi o stanowisko.
— Więc o co?
To pytanie zawisło między nimi zbyt długo.
Poza porządkiem spotkania
Aleksander stanął kilka kroków za nią.
— Iga?
— Nie lubię, kiedy ludzie podejmują decyzje za moimi plecami.
— Nie podjąłem jej.
— Rozważasz wyjazd.
— Bo tutaj od czterech lat udajemy, że łączy nas tylko praca.
Odwróciła się. Nie próbował żartować.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Wiesz. Pamiętasz konferencję w Krakowie? Kolację po spotkaniu z klientem?
— Wypiliśmy wino.
— Trzymałaś mnie za rękę pod stołem.
— Byłam zmęczona.
— Przez czterdzieści minut?
Iga poczuła ciepło na policzkach.
— Następnego dnia zachowywałeś się, jakby nic się nie wydarzyło.
— Bo dostałem wiadomość, że mam zostać twoim przełożonym.
— Nigdy nim nie zostałeś.
— Ale wtedy o tym nie wiedzieliśmy.
Aleksander podszedł bliżej. Zatrzymał się przy końcu stołu. Iga widziała drobne zagniecenia na jego koszuli i ciemniejszy cień zarostu. Pierwszy raz tego wieczoru nie wyglądał jak człowiek, który wszystko kontroluje.
— Oferta z Berlina wydawała się prostsza — powiedział.
— Ucieczka zwykle wydaje się prosta.
— Nie uciekam przed firmą.
— Tylko przede mną?
— Przed tym, że za każdym razem, kiedy stajesz tak blisko, zapominam, co miałem powiedzieć.
Iga oparła dłonie o stół. Aleksander stanął po drugiej stronie. Dzieliło ich kilkadziesiąt centymetrów ciemnego drewna.
— Zadziwiające — powiedziała. — Nigdy nie zauważyłam, żeby brakowało ci słów.
— Doskonale je ukrywam.
Wyciągnęła rękę i poprawiła mu kołnierzyk. Dotknęła szyi nieco dłużej, niż było to konieczne. Aleksander nakrył jej dłoń swoją.
— Jeśli poprosisz, żebym się odsunął, zrobię to.
— A jeśli nie poproszę?
Obszedł stół. Każdy krok wydawał się podejmowaną od nowa decyzją. Stanął przed nią, ale czekał.
Iga wsunęła palce pod jego marynarkę i przyciągnęła go do siebie.
Pocałował ją mocno, jak człowiek, który stracił cierpliwość po kilku latach. Jej plecy dotknęły krawędzi stołu. Aleksander objął ją w talii, a ona rozpięła pierwszy guzik jego koszuli. Jego usta przesunęły się po jej szyi. Ciepło jego oddechu sprawiło, że przymknęła oczy.
— Sala ma kamery? — zapytała.
— Tylko na korytarzu.
— Skąd wiesz?
— Zawodowo.
Roześmiała się przy jego ustach. Pocałunek stał się wolniejszy, lecz jego dłoń na jej biodrze zdradzała rosnące napięcie.
— Mam apartament na siódmym piętrze — powiedział.
— Oczywiście, że masz apartament.
— Firma rezerwowała.
— Księgowość będzie niezadowolona.
— Tym razem zaryzykuję.
Siódme piętro
Gdy zamknęły się za nimi drzwi apartamentu, Iga odłożyła hotelową kartę na konsolę. Aleksander nie dotknął jej od razu.
— Nadal możemy się zatrzymać — powiedział.
— Możemy.
— Chcesz?
Zdjęła bordową marynarkę i zawiesiła ją na krześle.
— Nie.
Podeszła do niego. Rozsunęła poły jego marynarki i powoli wyjęła koszulę ze spodni. Aleksander obserwował jej dłonie, a napięcie w jego szczęce było bardziej wymowne niż wszystkie wcześniejsze wyznania.
— Całe lata myślałem, że robisz to specjalnie — powiedział.
— Co?
— Nachylasz się nade mną podczas spotkań. Dotykasz mojego ramienia, kiedy chcesz coś zobaczyć na ekranie. Zakładasz tę marynarkę.
— A ty siadasz obok, choć zawsze są wolne miejsca.
— Czyli oboje jesteśmy winni.
— Wreszcie się zgadzamy.
Pocałował ją, przesuwając dłoń po jej plecach. Iga rozpięła jego koszulę, a potem przyłożyła usta do miejsca pod obojczykiem. Poczuła, jak jego ciało napina się pod jej dotykiem. Aleksander odnalazł guziki jej kremowej koszuli. Rozpinał je powoli, uważnie obserwując jej reakcję.
Gdy materiał rozsunął się na piersiach, zatrzymał dłonie na jej talii.
— Powiedz mi.
— Czego potrzebujesz?
— Że tego chcesz.
Iga ujęła jego twarz.
— Chcę ciebie. Nie stanowiska, nie kontraktu i nie tej absurdalnej wojny. Ciebie.
To wystarczyło.
Koszula opadła na dywan. Aleksander pocałował jej szyję, obojczyki i odsłoniętą skórę nad koronką bielizny. Iga wsunęła dłonie pod jego koszulę, przesuwając je po napiętych mięśniach pleców. Czuła jego oddech na skórze i własne pragnienie, coraz trudniejsze do ukrycia.
Zaprowadziła go do sypialni. Tam pozbyli się reszty ubrań bez niecierpliwego pośpiechu. Każdy odsłonięty fragment ciała był jednocześnie znajomy i nowy, jak odpowiedź na pytanie, którego od dawna nie mieli odwagi zadać.
Aleksander przesuwał dłońmi po jej biodrach i udach, wracając do miejsc, przy których oddech Igi stawał się urwany. Ona obserwowała jego reakcje równie uważnie. Zaciskała palce na jego ramionach, przyciągała go bliżej, prowadziła rytm.
Ich pierwsze zbliżenie było intensywne, pełne tłumionej przez lata zachłanności. Iga objęła go udami, czując jego ciężar i napięcie ciała. Aleksander zwalniał, kiedy potrzebowała oddechu, a potem przyspieszał pod naciskiem jej dłoni. Kiedy rozkosz odebrała jej kontrolę, powiedziała jego imię głośniej, niż zamierzała.
Został przy niej, dopóki oddechy obojga nie zwolniły.
— O ósmej mamy śniadanie z klientem — przypomniała.
— Nie mów teraz o kliencie.
— Zawsze chciałam cię uciszyć.
— Znalazłaś skuteczną metodę.
Pocałowała go ponownie. Druga fala bliskości nie była już gwałtowną eksplozją. Aleksander dotykał jej wolniej, a Iga pozwoliła sobie na czułość, której wcześniej najbardziej się obawiała. Leżeli naprzeciwko siebie, przesuwając dłońmi po ramionach, plecach i biodrach, przerywając pocałunki krótkimi zdaniami.
— Jeśli pojedziesz do Berlina… — zaczęła.
— Nie chcę teraz o tym decydować.
— Dobrze.
— Ale nie chcę też zniknąć rano.
— To zostań do rana.
Slajd numer dwadzieścia trzy
Obudzili się przed budzikiem. Przez okno wpadało szare światło, a deszcz wciąż stukał o parapet. Iga siedziała przy stole w koszuli Aleksandra i poprawiała prezentację.
— Znowu zmieniasz kolejność slajdów — zauważył.
— Tylko jednego.
— Którego?
— Dwudziestego trzeciego.
Na ekranie znajdowała się propozycja wspólnego zarządzania projektem przez dwoje równorzędnych dyrektorów.
— Zarząd tego nie zatwierdzi — powiedział.
— Klient może.
— A Berlin?
Iga zamknęła laptop.
— Nie będę cię prosiła, żebyś odrzucił ofertę. Ale nie udawaj, że jedynym wyjściem jest ucieczka.
Prezentacja zakończyła się sukcesem. Klient zaakceptował plan oraz model zarządzania. Po spotkaniu prezes poprosił ich o pozostanie w sali.
— Chcemy, żebyście razem poprowadzili projekt — oznajmił. — Zakładam, że nie macie zastrzeżeń.
Iga spojrzała na Aleksandra.
— Potrzebujemy godziny — powiedział.
Kiedy zostali sami, przesunął w jej stronę hotelową kartę, którą znalazł rano w kieszeni marynarki.
— Mój pociąg jest o siedemnastej.
— Mój o siedemnastej dziesięć.
— Możemy wrócić osobno.
— Możemy.
Aleksander położył dłoń na jej ręce.
— Albo zostać do jutra i pierwszy raz podjąć decyzję nie ze strachu.
Iga zamknęła laptop.
Kontrakt wygrali dzięki slajdowi numer dwadzieścia trzy. To, co zrobili z drugą nocą, nie znalazło się w żadnym protokole — i właśnie dlatego oboje zapamiętali ją znacznie lepiej niż całą prezentację.