Dorosła para trzyma się za ręce przy oknie w nocnym mieszkaniu z pracownią.

Zostań do rana – jedna randka, która miała nic nie znaczyć

Dwie filiżanki kawy i splecione dłonie dorosłej pary na drewnianym stole.
Wystygła kawa może poczekać, kiedy żadne z nich nie chce jeszcze wychodzić.

Lena miała zostać na jednym drinku, a Michał obiecał sobie, że tym razem nie pomyli fascynacji z czymś trwałym. Oboje są po trzydziestce, oboje znają cenę pochopnych decyzji i żadne nie szuka komplikacji. Problem w tym, że ciało szybciej rozpoznaje pożądanie niż rozsądek zagrożenie. To opowiadanie o nowym uczuciu rodzącym się podczas zwykłej randki, która przedłuża się daleko poza zamknięcie lokalu. Zanim padnie prośba „zostań do rana”, Lena będzie musiała wyznać, dlaczego za dwanaście dni wyjeżdża na pół roku i nie zamierzała pozwolić, by ktokolwiek próbował ją zatrzymać.

Czas czytania: ok. 11 min | Kategoria: Romantyczne | Opowiadanie dla dorosłych 18+

– Jeśli zamówię wodę, uznasz, że jestem nudna? – zapytała Lena, siadając przy ostatnim wolnym stoliku.

Michał spojrzał na stojące przed nim dwa kieliszki.

– Uznam, że niepotrzebnie kupiłem ci wino.

– Odważnie. A jeśli piję tylko białe?

– Wtedy wypiję oba i będę znacznie zabawniejszy, niż jestem naprawdę.

Uśmiechnęła się, choć w drodze do lokalu postanowiła, że nie będzie ułatwiać mu zadania. Miała trzydzieści pięć lat, zbyt dużo pracy i wyjazd, o którym nie wspomniała w krótkiej rozmowie przed spotkaniem. Michał miał trzydzieści dziewięć, ciemną koszulę z podwiniętymi rękawami i dłonie człowieka, który naprawdę ich używał. Na prawym kciuku biegła cienka blizna. Lena zauważyła ją, kiedy podał jej kieliszek.

– Czerwone – powiedziała. – Miałeś szczęście.

– Miałem informatora.

– Magda.

– Magda zdradziła mi również, że uciekasz z randek po czterdziestu minutach.

– Nie uciekam. Kończę je sprawnie.

– Czyli mam trzydzieści osiem minut.

– Trzydzieści siedem. Spóźniłam się.

Michał uniósł kieliszek, jakby przyjął wyzwanie. Za oknami niewielkiego baru padał deszcz, a ludzie przy sąsiednich stolikach siedzieli tak blisko, że każde przesunięcie krzesła wymagało negocjacji. Lena musiała oprzeć kolano o jego nogę, żeby przepuścić kelnera. Cofnęła je od razu, lecz zdążyła wyczuć ciepło przez materiał spodni.

Rozmowa nie miała prawa układać się tak łatwo. Michał odnawiał stare meble i opowiadał o nich bez romantycznych bzdur. Drewno było dla niego materiałem, który pękał, paczył się i czasem nie nadawał się do uratowania. Lena projektowała opakowania kosmetyków i przyznała, że połowę dnia spędza na przekonywaniu ludzi, iż beż ma więcej niż jeden odcień.

– Ile? – zapytał.

– W mojej pracy? Co najmniej dziewiętnaście. W życiu prywatnym dwa: ładny i smutny.

– Ten lokal jest który?

Rozejrzała się po ścianach w kolorze mokrego piasku.

– Smutny. Ale towarzystwo ratuje sytuację.

Michał spojrzał na nią znad kieliszka. Nie odpowiedział od razu. Jego wzrok zatrzymał się na jej ustach o sekundę dłużej, niż wymagała rozmowa, potem przesunął się ku odkrytemu ramieniu. Lena miała na sobie czarną sukienkę z cienkiego, miękkiego materiału. Gdy zdejmowała płaszcz, zastanawiała się, czy dekolt nie jest zbyt śmiały. Teraz była zadowolona z wyboru.

– Ile zostało mi czasu? – zapytał.

Sprawdziła telefon.

– Minęła godzina i dwanaście minut.

– Czyli zawiodłaś własne standardy.

– Jeszcze możesz to naprawić.

– Wolałbym pogorszyć sprawę.

Powiedział to spokojnie, bez uśmiechu. Lena poczuła ciepło wysoko na policzkach, ale nie odwróciła wzroku. Pod stołem ich kolana nadal się dotykały. Michał przesunął nogę nieznacznie, dając jej miejsce na cofnięcie. Zamiast tego oparła stopę o poprzeczkę jego krzesła.

– To nie brzmi jak strategia na pierwszą randkę – powiedziała.

– Nie mam strategii. Mam bardzo konkretną ochotę, żeby cię pocałować, i resztki rozsądku, które mówią, że tutaj siedzi za dużo ludzi.

Lena uniosła kieliszek do ust, choć nie napiła się ani kropli.

– Resztki rozsądku czasem się przydają.

– Dlatego jeszcze siedzę po swojej stronie stołu.

Kelnerka podeszła z informacją, że lokal zamykają wcześniej z powodu awarii instalacji. Michał poprosił o rachunek. Nie próbował przeciągać chwili pytaniem o kolejny bar. Dopiero na chodniku, kiedy trzymał nad nimi zbyt mały parasol, Lena zauważyła, że jego dłoń spoczywa tuż nad jej talią, nie dotykając sukienki.

Ten brak dotyku działał na nią bardziej niż pewny uścisk.

– Teraz możesz zaproponować kawę u siebie – powiedziała.

– Mógłbym.

– Ale?

– Najpierw chcę wiedzieć, dlaczego za każdym razem, gdy rozmowa schodzi na przyszły miesiąc, zaczynasz mówić o winie.

Lena zatrzymała się pod markizą zamkniętej kwiaciarni. Krople spływały z brzegu parasola za plecami Michała.

– Za dwanaście dni lecę do Porto – odpowiedziała. – Kontrakt na pół roku. Podpisałam go wczoraj.

– Gratuluję.

– Brzmisz, jakbyś gratulował mi mandatu.

– Zastanawiam się, czy powiedziałabyś mi o tym przed kawą u mnie, czy dopiero rano.

– Nie planowałam żadnego rano.

– A teraz?

Przesunęła wzrokiem po jego mokrych włosach, szerokich ramionach i palcach zaciśniętych na rączce parasola. Czuła zapach deszczu oraz jego skóry, czysty i ciepły zarazem.

– Teraz staram się niczego nie planować – powiedziała.

Jeszcze jeden adres

Ruszyli bez ustalenia dokąd. Michał szedł od strony ulicy, osłaniając Lenę parasolem kosztem własnego ramienia. Kiedy omijali kałużę, położył dłoń na jej plecach. Tym razem dotknął materiału. Palce objęły ją tuż nad biodrem, zdecydowanie, lecz bez przyciągania.

Lena zwolniła. Jego dłoń przesunęła się wraz z ruchem jej ciała, a ciepło zostało na skórze nawet wtedy, gdy ją zabrał.

– Robisz to specjalnie? – zapytała.

– Co?

– Udajesz, że nie wiesz, gdzie mnie dotknąłeś.

Michał zatrzymał się. Stali w bramie kamienicy, osłonięci od deszczu, kilka kroków od ludzi czekających na nocny autobus.

– Wiem dokładnie – odpowiedział. – Mogę też przestać.

– Nie prosiłam, żebyś przestawał.

Zrobił pół kroku. Lena poczuła ciepło jego ciała, zanim poczuła dłonie. Jedna objęła jej talię, druga zatrzymała się przy szyi. Kciuk przesunął się pod linią żuchwy, sprawdzając reakcję. Uniosła twarz.

Pierwszy pocałunek był ostrożniejszy, niż się spodziewała. Michał musnął jej usta i odsunął się na kilka centymetrów. To wystarczyło, by zrozumiała, jak bardzo nie chce kolejnej ostrożnej chwili. Chwyciła go za mokry kołnierz i przyciągnęła.

Drugi pocałunek nie miał w sobie nic próbnego. Jego usta rozchyliły jej wargi, a dłoń na talii zacisnęła się mocniej. Lena oparła plecy o chłodny mur. Michał wsunął udo między jej nogi, nie napierając, tylko wypełniając przestrzeń, którą sama mu zostawiła. Odpowiedziała ruchem bioder tak drobnym, że mógł go przeoczyć. Nie przeoczył.

Oderwał usta od jej ust i przesunął je po policzku ku miejscu pod uchem. Lena zacisnęła palce na jego karku. Oddech urwał jej się, kiedy dotknął wargami szyi, a potem zrobił to drugi raz, wolniej.

– Nadal masz resztki rozsądku? – wyszeptała.

– Właśnie stoją na przystanku i czekają na autobus.

Roześmiała się krótko. Jego usta wróciły do jej ust, zanim zdążyła odpowiedzieć. Tym razem poczuła pod dłonią napięcie jego karku i klatki piersiowej. Michał nie ukrywał, co robi z nim jej bliskość. Ta szczerość budziła w niej bezwstydną satysfakcję.

– Mieszkam dwie ulice stąd – powiedział przy jej skroni. – Możemy wysuszyć ubrania. Możemy wypić kawę. Możemy tylko posiedzieć.

– Naprawdę wierzysz w tę kawę?

– Nie. Ale uwierzę w każde „nie”, które mi powiesz.

Lena spojrzała mu w twarz. Nie próbował jej popędzać ani przekonywać. Dłoń nadal trzymał na jej talii, lecz nacisk zelżał.

– Chcę iść z tobą – powiedziała. – I nie chcę tylko siedzieć.

W mieszkaniu Michała pachniało drewnem, kawą i czymś cytrusowym. Pod ścianą stał stół w trakcie renowacji, obok dwa krzesła, z których jedno nie miało oparcia. Lena zdjęła buty przy drzwiach. Sukienka przykleiła się do wilgotnych ud.

– Ręcznik jest w łazience – powiedział Michał.

– A ty?

– Próbuję zachować się przyzwoicie przez co najmniej minutę.

Lena rozpięła płaszcz i pozwoliła mu zsunąć się z ramion. Michał odebrał go, ale zamiast od razu odwiesić, patrzył na krople wody spływające z jej obojczyka pod brzeg sukienki.

– Minuta jeszcze nie minęła – zauważyła.

– To bardzo długa minuta.

Podeszła do niego. Przesunęła palcami po jego mokrej koszuli, od mostka do pierwszego guzika. Materiał przylegał do twardego brzucha. Michał zaczerpnął powietrza, kiedy rozpięła guzik.

– Powiedz, jeśli mam przestać – szepnęła.

– Nie przestawaj.

Lena rozpięła drugi guzik, potem trzeci. Nie spieszyła się. Chciała widzieć, jak Michał reaguje na każdy ruch jej palców. Gdy rozsunęła mokrą koszulę, dotknęła nagiej piersi. Skóra była gorąca, mięśnie napięły się pod jej dłonią. Michał objął ją za kark i pocałował, tym razem bez cierpliwości, którą zachował w bramie.

Cofnęli się w stronę kuchennego blatu. Lena poczuła jego biodra przy swoich i przez moment zapomniała o mokrej sukience, locie do Porto i wszystkich powodach, dla których ta noc miała się nie wydarzyć. Michał uniósł ją na brzeg blatu. Materiał podciągnął się wysoko na udach. Jego dłonie przesunęły się po odsłoniętej skórze, od kolan ku górze, powoli, jakby pytał dotykiem o zgodę na każdy kolejny centymetr.

Rozsunęła kolana i przyciągnęła go bliżej.

Nie gaś światła

Michał spojrzał w dół, na jej uda obejmujące jego biodra. W jego twarzy nie było już udawanej swobody z baru. Lena widziała pragnienie w napiętej szczęce, w krótkim oddechu i sposobie, w jaki palce zaciskały się na jej skórze, po czym natychmiast łagodniały.

– Podoba mi się, jak na mnie patrzysz – powiedziała.

– Próbuję zapamiętać.

– Mam wyjechać dopiero za dwanaście dni.

– W tej chwili dwanaście dni brzmi jak groźba.

Pocałowała go, zanim zdążył powiedzieć coś więcej. Jego dłonie objęły jej biodra. Lena poruszyła się przeciw niemu i usłyszała cichy, bezradny dźwięk, który stłumił przy jej szyi. To ją ośmieliło. Powtórzyła ruch wolniej, świadomie, czując przez ubrania, jak bardzo jej pragnie.

Michał przesunął ustami po obojczyku. Cienkie ramiączko sukienki zsunęło się z ramienia. Pocałował miejsce, które odsłoniło, potem niżej, tuż przy brzegu dekoltu. Lena odchyliła głowę, a palce wsunęła w jego włosy. Każdy pocałunek zostawiał na skórze gorący ślad. Kiedy objął przez materiał jej pierś, wygięła się ku dłoni, bezwstydnie domagając się mocniejszego dotyku.

– Dobrze? – zapytał cicho.

– Tak. Nie zwalniaj teraz.

Nie zwolnił. Całował ją głębiej, jednocześnie gładząc nagie uda. Dłoń przesunęła się pod sukienkę, zatrzymała wysoko, a Lena położyła na niej własną i poprowadziła ją jeszcze odrobinę dalej. Jego oczy pociemniały. Przez kilka sekund po prostu na siebie patrzyli, świadomi, że nie ma już nic przypadkowego w sposobie, w jaki siedziała przed nim z rozchylonymi kolanami i ustami wilgotnymi od pocałunków.

– Sypialnia? – zapytał.

– Światło zostaje.

– Dlaczego?

Lena zsunęła się z blatu. Stanęła blisko i rozsunęła jego koszulę szerzej.

– Chcę cię widzieć.

W sypialni paliła się tylko stojąca lampa, rzucająca bursztynowe światło na łóżko. Michał stanął za Leną. Odsunął jej włosy i pocałował kark. Palce znalazły zamek sukienki. Nie rozpiął go od razu.

– Mogę? – zapytał przy jej skórze.

– Możesz.

Metalowy suwak przesuwał się w dół powoli. Sukienka poluzowała się na piersiach, potem na talii. Michał prowadził ustami wzdłuż odsłanianych pleców. Lena zamknęła oczy, ale przypomniała sobie własną prośbę i odwróciła głowę, by patrzeć na ich odbicie w ciemnym oknie. Widziała własne nagie ramiona, jego otwartą koszulę i dłonie obejmujące jej talię.

Materiał opadł na podłogę. Michał przez chwilę jej nie dotykał. Wzrok przesunął się po jej ciele otwarcie, bez pośpiechu: po koronkowym staniku, brzuchu i linii bioder. Lena powinna poczuć skrępowanie. Zamiast tego ciepło zebrało się nisko w jej ciele, gęste i niecierpliwe.

– Teraz ty – powiedziała.

Zdjęła mu koszulę z ramion. Przesunęła ustami po bliznie na kciuku, potem po nadgarstku i napiętym przedramieniu. Michał patrzył na nią z zaskoczeniem, które szybko ustąpiło przyjemności. Kiedy pocałowała jego pierś, wsunął dłoń pod jej włosy i zacisnął palce, lecz nie próbował nią kierować.

Lena rozpięła pasek. Michał złapał ją za nadgarstek.

– Spójrz na mnie.

Uniosła głowę.

– Jesteś pewna?

– Jestem pewna tej nocy. Jutra jeszcze nie obiecuję.

– Wystarczy.

Położył ją na łóżku i przesunął dłonią od kostki po wewnętrznej stronie łydki. Robił to wolno, obserwując drżenie mięśni pod skórą. Kiedy dotarł do uda, Lena przyciągnęła go stopą. Michał pochylił się nad nią, nagą piersią dotykając jej brzucha. Jego usta odnalazły miejsce pod żebrami, potem linię stanika. Rozpiął go i odsunął materiał z taką uwagą, jakby odsłaniał coś więcej niż ciało.

Lena nie pozwoliła mu patrzeć zbyt długo. Przyciągnęła go do pocałunku. Ich skóra przesuwała się po sobie, gorąca i wilgotna od deszczu, który jeszcze nie zdążył całkiem wyschnąć. Jego dłoń objęła pierś, kciuk zatoczył powolny krąg, a Lena odpowiedziała wygięciem pleców. Gdy dotknął ustami drugiej, z jej gardła wydostał się stłumiony jęk.

Michał uniósł głowę.

– Nie zatrzymuj się za każdym razem, kiedy wydam jakiś dźwięk – powiedziała.

– Chcę wiedzieć, co oznacza.

– Ten oznaczał: jeszcze.

Uśmiechnął się przy jej skórze i spełnił prośbę. Lena czuła, jak napięcie narasta w niej przy każdym pocałunku, ruchu dłoni i świadomym otarciu bioder. Kiedy zamienili się miejscami, usiadła na nim, pozwalając, by patrzył na jej ciało bez zasłaniania. Michał prowadził dłonie po jej talii i piersiach, a ona kołysała się powoli, wyczuwając pod sobą jego podniecenie.

– Nadal chcesz tylko jednej nocy? – zapytał, oddychając nierówno.

– Teraz chcę tej jednej chwili.

Pochyliła się i pocałowała go. Reszta wydarzyła się bez pośpiechu, lecz bez udawanej ostrożności. Pytali szeptem, odpowiadali ruchem, zatrzymywali się tylko po to, by odnaleźć wygodniejsze tempo. Michał trzymał Lenę za biodra, gdy jej ciało napinało się coraz mocniej, a ona wbijała palce w jego ramiona, przyjmując kolejne fale przyjemności. Kiedy napięcie wreszcie pękło, ukryła twarz przy jego szyi. Michał objął ją mocno i pozostał nieruchomo, dopóki oddech obojga nie zwolnił.

Przez chwilę słyszeli wyłącznie deszcz uderzający o parapet.

– To było bardzo nierozsądne – powiedziała Lena.

– Mam nadzieję, że nie jest to reklamacja.

Zaśmiała się i pocałowała go w pierś. Zaraz potem spoważniała.

– Nie chcę, żebyś czekał pół roku na osobę, którą znasz od kilku godzin.

– A ja nie chcę, żebyś podejmowała za mnie decyzję tylko dlatego, że boisz się, iż mogę dokonać głupiego wyboru.

– Mogę cię zranić.

– Ja ciebie też. To wyjątkowo demokratyczne ryzyko.

Zostań do rana

Lena usiadła, przytrzymując prześcieradło na piersiach. Michał leżał obok z ręką pod głową. W świetle lampy nie wyglądał jak człowiek, który właśnie wygłosi wielką deklarację. Wyglądał na zmęczonego, zaspokojonego i uparcie spokojnego.

– Nie zakochuję się po jednej randce – powiedział. – Nie będę też udawał, że nic się nie wydarzyło, bo wyjeżdżasz. Chcę cię zobaczyć jutro. Potem pojutrze, jeśli nadal będziesz miała ochotę. Resztę możemy sprawdzić później.

– A jeśli Porto okaże się lepsze ode mnie?

– Porto nie całuje tak dobrze.

– Skąd wiesz?

– Byłem. Dużo kamienia i tramwajów. Ani jednego przyzwoitego pocałunku.

Lena pokręciła głową. Prześcieradło zsunęło się jej z piersi. Michał spojrzał, a potem z wyraźnym wysiłkiem wrócił wzrokiem do jej twarzy.

– Nie musisz udawać dobrze wychowanego – powiedziała.

– Próbuję przeprowadzić poważną rozmowę.

– Można robić dwie rzeczy naraz.

Przysunęła się i wsunęła dłoń na jego brzuch. Mięśnie napięły się pod palcami. Michał przyciągnął ją do siebie. Pocałunek zaczął się leniwie, ale szybko nabrał głodu, którego noc wcale nie zaspokoiła. Lena poczuła jego dłoń na pośladku, pewną i mocną. Przerzuciła nogę przez jego biodra. Tym razem nie potrzebowali tylu pytań; znali już kilka odpowiedzi, a pozostałe sprawdzali bez słów.

Kiedy położył ją na plecach, zawahał się tylko na moment.

– Zostań do rana – powiedział.

Lena przesunęła kciukiem po jego dolnej wardze.

– Jeszcze nie skończyła się noc.

– To nie jest odpowiedź.

– Zostanę.

Pocałował ją tak, jakby właśnie otrzymał znacznie więcej niż kilka godzin. Lena objęła go udami i przyciągnęła bliżej. Tym razem ich bliskość była wolniejsza, mniej zachłanna, ale jeszcze bardziej świadoma. Michał obserwował jej twarz przy każdym ruchu. Ona nie ukrywała reakcji: przyspieszonego oddechu, napięcia brzucha, ust rozchylonych tuż przy jego uchu. Gdy przyjemność wróciła, narastała długo, aż musiała zacisnąć dłonie na prześcieradle. Michał pocałował ją wtedy w szyję i pozwolił, by fala przeszła przez oboje w tym samym spokojnym rytmie.

Zasnęli dopiero po czwartej, spleceni tak ciasno, jakby żadne nie chciało pierwsze sprawdzić, czy druga osoba nadal jest obok.

Lena obudziła się od zapachu kawy. Na krześle wisiała jej sukienka, jeszcze lekko wilgotna przy dole. Michał stał w kuchni w samych spodniach, plecami do drzwi. W świetle poranka jego ciało wyglądało inaczej niż nocą: szerokie barki, wąska talia, kilka jasnych blizn na plecach. Podeszła boso i objęła go od tyłu.

– Nie uciekłaś – powiedział.

– Nie miałam sukienki.

– Wiedziałem, że suszarka na pranie jest romantycznym zakupem.

Odwrócił się. Lena miała na sobie jego koszulę, niezapiętą do końca. Michał wsunął dłoń pod materiał i objął nagie biodro. Jego kciuk przesunął się po skórze. Pożądanie odezwało się natychmiast, znajome po jednej nocy i jednocześnie zupełnie nowe.

– Kawa wystygnie – powiedziała.

– Zrobię drugą.

Posadził ją na blacie, na którym kilka godzin wcześniej zaczęli się rozbierać. Lena roześmiała się, ale śmiech ucichł, gdy pocałował ją pod uchem. Rozchyliła koszulę szerzej i pozwoliła mu dotknąć piersi. Poranek nie potrzebował już ciemności ani wymówek. Ich ciała pamiętały noc i bez wahania wracały do miejsc, które dawały najwięcej przyjemności.

Później wypili zimną kawę na podłodze przy oknie. Lena pokazała mu na telefonie mieszkanie w Porto, które wynajęła, i zdjęcie małego balkonu.

– Mam dwieście trzydzieści euro na lot – powiedział Michał. – Nie jest to deklaracja. To informacja finansowa.

– Bardzo romantyczna.

– Mogę przygotować arkusz kosztów.

– Wtedy wyrzucę cię z własnego mieszkania.

– Technicznie to moje mieszkanie.

Lena oparła głowę o jego ramię.

Za dwanaście dni poleciała do Porto. Michał nie prosił jej, żeby została. Odwiózł ją na lotnisko i pocałował bez pośpiechu, nie przejmując się kolejką za nimi.

Pierwszej nocy w nowym mieszkaniu telefon Leny rozświetlił się o 00:14. Na ekranie widniało jedno zdanie: „Masz wolny balkon za trzy tygodnie?”.

Odpisała: „Tylko jeśli zostaniesz do rana”.

Tym razem żadne z nich nie udawało, że chodzi wyłącznie o noc.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz